Zamek Przemysła nocą

Legenda o dobrej Ludgardzie i złej macosze

Pierwsze podania o śmierci Ludgardy

W poprzednim artykule streściłem najbardziej znane podanie związane z poznańskim zamkiem, opowiadające o tym, jak na polecenie księcia Przemysła doszło do zgładzenia przez służebnych jego żony, Ludgardy, której zarzucano, że jest bezpłodna i nie może dać księciu następcy tronu. Pokazywałem też niezwykłą drogę tej opowieści do publicznej świadomości. Nie ma ona bowiem żadnego mocnego oparcia w ówczesnych zapisach kronikarskich, ale stała się kanwą dla pieśni gminnych śpiewanych na jarmarkach, które jako wiarygodne źródło dla swoich not kronikarskich wskazał Jan Długosz. Dziejopis szczególnie wzruszająco opisał scenę, w której księżniczka Ludgarda błagała męża, by darował jej życie i pozwolił odejść, choćby pieszo i w jednej koszuli, do rodziny, na co Przemysł miał się nie zgodzić, nakazując służebnym zamordowanie bezbronnej dziewczyny:

O zamordowaniu zaś Lukerdy, żony wspomnianego księcia Przemysła, która pochodziła z rodu margrabiów brandenburskich, dla potępienia tej tak ohydnej zbrodni, aż do naszych czasów na widowiskach śpiewano po polsku, ułożone za dopuszczeniem bożym niezgrabnie przez wieśniaków pieśni ludowe, w których owa Lukerda zaklinała księcia Przemysła, aby nie odbierał jej życia, ale choćby w najskromniejszych sukniach odesłał ją do ojcowskiego domu.

Czarna legenda księcia Przemysła II zbudowana więc została przez Jana Długosza, bardzo mu skądinąd życzliwego jako władcy, który odbudował Królestwo Polskie. Przepisywana była w kolejnych edycjach dziejów Polski i tak z jarmarcznej pieśni awansowała do rangi relacji historycznej, która opowiada o tym, jak kwestie polityczne oraz  dynastyczne plany potrafiły wpływać na charakter władców i od wielkiej miłości prowadzić ich ku potwornej zbrodni. Mimo to Przemysł II zapisany został w dobrej pamięci ze względu na fakt, że jeszcze na ziemi poniósł karę za swoje przewinienie i to karę podwójną. Z dwóch kolejnych żon nie doczekał się dziedzica swojej korony, a sam został zamordowany kilka miesięcy po koronacji. Zabójstwo miało być zemstą za śmierć jego pierwszej żony. Zbrodnia została więc surowo ukarana i nie było potrzeby dodatkowo gnębić księcia.

Inne wersje legendy

Tymczasem okazuje się, że istnieje niemieckojęzyczna, dramatyczna relacja o śmierci księżniczki Ludgardy. Sporządzona została przez Ernsta von Kirchberga, poetę-kronikarza z Turyngii, który spisał ją około 1378 roku, dla żyjących jeszcze wówczas bratanków księżniczki Ludgardy (książąt Meklemburgii). Licząca 174 wersy opowieść przedstawia wiedzę oraz tradycję, jaka przechowana została na dworze, z którego wywodziła się Ludgarda. Niemiecki kronikarz zupełnie inaczej opisał relacje interpersonalne, jakie miały miejsce na poznańskim zamku:

Niemało długo w Polsce bawiła,

A dziecięcia nie powiła,

Za co matka księcia pana

Była na nią zagniewana

I rozpowiadała w złości

O synowej niepłodności,

Zaś księciu szeptała o tem,

By ją odesłał z powrotem

Do braci, albo też może

Zamknął w jakimsiś klasztorze

I nową żonę wziął przecie,

Która porodzi mu dziecię –

Prawego dziedzica, zanim

Jego ród wygaśnie na nim.

Księżna Jolenta złą macochą ?

Spisujący swoją rymowaną opowieść – prawie sto lat po zdarzeniach – kronikarz meklemburski włącza w narrację znane ówcześnie motywy literackie, a sprężyną zbrodni czyni złą teściową. Badacze traktowali to generalnie jako wyraz jego nieznajomości stosunków panujących na poznańskim dworze, bo matka Przemysła II zmarła kilka lat przed tym, zanim poślubił Ludgardę, więc nie mogła intrygować przeciwko młodej księżniczce. Pomijali jednak z reguły fakt, że osierocony Przemysł oraz jego cztery siostry wychowywane były na dworze stryja – Bolesława Kaliskiego – którego żoną była księżna Jolenta, a ta zmarła dopiero w 1304 roku, a więc dwadzieścia lat po śmierci Ludgardy.

Na okoliczność tę zwrócił uwagę poeta i pieśniarz Jacek Kowalski, który jednak natychmiast przeprowadził obronę, pochodzącej z rodu Arpadów, księżnej Jolenty. Jako prawowierny katolik nie dopuszczał możliwości, by błogosławiona Kościoła rzymskokatolickiego Jolenta, siostra świętej Kingi oraz świętej Małgorzaty, a siostrzenica świętej Elżbiety, mogła namawiać pasierba do porzucenia, a tym bardziej zamordowania małżonki. Badacz pisze:

Ona też mogła namawiać młodą księżnę do przywdziania habitu lub oddalenia się do klasztoru. Natomiast trudno by było przypisać jej podżeganie do zabójstwa w związku z niepłodnością – raczej wręcz przeciwnie, wzywałaby młodą parę do „modnego” w jej rodzinie „białego małżeństwa”.

Pisząc o „białym małżeństwie” Jacek Kowalski nawiązuje do sytuacji, jaka miała miejsce w małżeństwie Jadwigi Śląskiej, żony Henryka Brodatego. W ich przypadku do wstrzemięźliwości doszło jednak dopiero po tym, gdy para doczekała się licznego potomstwa. Podobnie było w sytuacji księżnej Kingi oraz Bolesława Wstydliwego. Inny, ówczesny taki przypadek – Leszka Czarnego i Gryfiny Halickiej – nie wynikał zaś z motywowanej religijnie wstrzemięźliwości, ale ze zwykłej impotencji księcia. Stała się ona zresztą powodem niemałego skandalu, gdy księżna obnażyła się na krakowskim rynku, żaląc się, że jest już kilka lat po ślubie, a wciąż pozostaje dziewicą. Ostatecznie sprawa zakończyła się rozwodem.

Intrygi na dworze 

Sama stryjenka Przemysła II, Jolenta, nie była zresztą wstrzemięźliwa, bo urodziła swemu mężowi, Bolesławowi Kaliskiemu, trzy córki: Jadwigę, Annę i Elżbietę. Poza nimi wychowywała jeszcze cztery córki szwagra Przemysła I, a wśród jej własnych i przybranych siedmiu córek był tylko jeden „syn” – pasierb Przemysł II. Zważywszy na fakt, że na okolicznych, piastowskich dworach nie spodziewano się następców, przed młodym księciem otwierały się fantastyczne perspektywy objęcia sąsiednich księstw i zjednoczenia ziem Królestwa Polskiego. Żeby temu sprostać i uczynić swe państwo trwałym, potrzebował jednak dziedzica, a Ludgarda przez 10 lat nie mogła mu go dać. Dlatego właśnie Jolenta namawiać miała księcia do oddalenia bezpłodnej małżonki. Dla młodego księcia nie tak ważne były jednak wówczas plany polityczne, jak uczucie, jakim wciąż darzył swoją małżonkę, o czym tak pisał średniowieczny meklemburski kronikarz:

Ale księciu o tym czasie

Ludgarda podobała się:

Mądra, niewinna i święta,

Podążała nieugięta

Śladami zacnej kobiety,

Swej matki, świętej Elżbiety,

Więc książę trwał przy swym zdaniu

Na przekór matki gadaniu,

Woląc z żoną życie pędzić,

Aniżeli ją wypędzić.

Dalej kronikarz opowiada o kolejnych intrygach matki/macochy księcia, o rozsiewaniu plotek o złym prowadzeniu się Ludgardy, podburzaniu przeciwko niej męża, co w końcu doprowadziło do przekonania go o konieczności pozbycia się małżonki. Książę jednak nadal nie zakładał nawet możliwości pozbawienia swojej żony życia. Chciał ją odesłać do rodziny. Rozmowę, w której ją do tego przekonywał, tak relacjonuje poeta, związany z rodziną księżniczki Ludgardy:

– Siostro, los nas pili

Abyśmy się rozłączyli;

Dziecka nie mamy, więc grzecznie 

Upraszam ciebie koniecznie,

Do braci powróć niezwłocznie,

Za co ja ciebie corocznie

Zaopatrzę przyzwoicie,

Ażebyś miała na życie;

Jak cię to nie zadowoli,

Wtenczas wedle swojej woli

Klasztor jakiś obierz sobie,

A ja będę dawał tobie

Tyle, że wystarczy kwota

Do końca twego żywota;

Pozwól, niech wstydem nie płonę

I poślubię drugą żonę,

By mogła mi dziecię dać;

Przeto musimy się rozstać.

Różnice w relacji wydarzeń

Przebieg rozmowy odnotowany przez niemieckiego kronikarza jest więc zupełnie inny, niż to opisywał polski dziejopis Jan Długosz. W polskiej relacji Przemysł II ma przecież bezwzględny plan zgładzenia swojej małżonki, ta zaś błaga go o to, by odesłał ją do rodziny nawet w jednej koszuli, byleby tylko darował jej życie:

Lecz i pieśni śpiewane powszechnie aż do naszych czasów świadczyły, że księżna Lukerda, kiedy przeczuwała, iż mąż przeznaczył ją na śmierć, ze łzami w oczach błagała go, by nie pozwalał odbierać życia żonie i niewinnej kobiecie, ale pomny na cześć dla Boga i honor zarówno małżeński, jak i książęcy, pozwolił ją odprowadzić  choćby w jednej koszuli do ojcowskiego domu, a zniesie spokojnie każdy, choćby nędzny los, byle ją tylko pozostawiono przy życiu. Książę Przemysł był przekonany, że jego występek jest nieznany i że należy go pokryć wiecznym milczeniem jako dokonany skrycie przez kilka wtajemniczonych osób. Bóg jednak sprawił, iż słyszał, jak ku jego hańbie śpiewano o nim powszechnie pieśń ludową, która, jak wiadomo, dochowała się nawet do naszych czasów i obecnie śpiewają ją na widowiskach.

Ernst von Kirchbach, wynajęty przez krewnych Ludgardy, zupełnie inaczej prezentuje postawę księżniczki. Nie tylko nie chce ona odejść „w jednej koszuli do ojcowskiego domu”, ale stanowczo odrzuca propozycje małżonka, który namawia ją, by powróciła do rodziny lub udała się do jakiegoś klasztoru, a w obu przypadkach obiecuje uposażyć ją olbrzymimi „alimentami”. Ludgarda nie dopuszcza jednak takich możliwości i stanowczo pragnie pozostać księżną i żoną księcia:

– Miły mój panie i bracie,

Wszak w imieniu braci ja cię

Przeznaczyłam sobie sama

Na małżonka i na pana;

Porzuć to gadanie swoje,

Gdyż Bóg złączył nas oboje

I tylko rządzenie Boże

Rozłączyć nas jeszcze może,

Bośmy w jednym ciele dwoje;

Porzuć książę żarty swoje;

Jakże rozrywać małżeństwo?

Nie wątpij w błogosławieństwo,

Albowiem Bóg może śmiele

Dać nam jeszcze synów wiele,

Zatem nie powątpiewajmy,

Ale Jemu zaufajmy,

Bo dla Boga Wszechmocnego

Nie ma nic niemożliwego;

Potrzeba, byśmy się cali

Na Jego łaskawość zdali;

Dalej zaś niemiecki kronikarz wskazuje, że księżniczka Ludgarda nie godziła się na rozwód czy rozstanie ze swoim małżonkiem na jakichkolwiek zasadach. Jej postawy nie można nazwać inaczej jak „całkowicie nieprzejednana”:

– Bo dopóki dusza w ciele,

Ja się z Tobą nie rozdzielę

I cokolwiek by się stało,

Co by nas rozłączyć miało,

Nic mnie nie przymusi, abym

Odeszła: bo zgrzeszyłabym

Tak wobec Boskiej potęgi

Jako małżeńskiej przysięgi.

W relacji poety wynajętego przez bratanków Ludgardy, Przemysł II nadal prezentuje się jako niezwykle przyzwoity człowiek. Ma świadomość, że ciążą na nim nie tylko obowiązki wobec żony, ale także wobec dynastii oraz państwa, wysyła więc do Ludgardy kolejne osoby, które mają ją przekonać o powadze sytuacji i nakłonić do zgodnego rozejścia się książęcych małżonków:

Książę pan odmową żony

Niezmiernie rozgoryczony,

Kolejno do niej zamierzy

Wyprawić swoich rycerzy

I spowiednika – lecz ona

Pozostała niewzruszona.

Gdy wszystkie te działania spełzły na niczym, nakazał wybudować wieżę, w której zamknął Ludgardę, by skruszyć jej upór i definitywnie przekonać o tym, że ich małżeństwo już się zakończyło, że nie są już jedną duszą i jednym ciałem, a odejście do rodziny czy do klasztoru tylko poprawi jej życiową sytuację. Księżna odwiedzana była jednak w wieży przez dominikanina, który wspierał ją w decyzji pozostania w świętym związku małżeńskim:

Miała wszakże spowiednika,

Kaznodzieję – zakonnika,

Który drogę przedsięwziętą

Wspierał swą posługą świętą.

W narracji niemieckiego kronikarza wcale nie widać poparcia dla postawy księżniczki meklemburskiej. Przedstawia on raczej racje obu stron, wskazując, że był to konflikt pomiędzy racjami dynastycznymi i politycznymi, które reprezentował Przemysł, a przekonaniami religijnymi Ludgardy, które graniczyły z bigoterią. Wyczuć można żal, że młoda księżniczka nie miała innych doradców, którzy pomogliby jej rozsądniej zachować się w tej trudnej sytuacji, która ją przerosła. Dwór poznańskiego księcia był bezradny wobec uporu Ludgardy i wśród doradców księcia pojawiła się myśl, że nie da się inaczej zakończyć tego niefortunnego dynastycznie małżeństwa niż poprzez zgładzenie księżniczki:

Nareszcie poczęto radzić,

Jak ją z tego świata zgładzić.

Podkreślić warto, że nawet w tej sytuacji meklemburski kronikarz broni polskiego księcia i wyraźnie daje do zrozumienia, że z tymi naradami nie miał nic wspólnego. Tymczasem doszło do zakończenia budowy wieży, w której miała zostać odizolowana Ludgarda. Przemysł najwyraźniej myślał, że ta perspektywa sprawi, że zrozumie ona, jakie stoją przed nią alternatywy i w końcu zdecyduje się przyjąć bogate uposażenie i powrócić do rodziny bądź udać się do klasztoru. Tymczasem Ludgarda nic nie rozumiała z sytuacji i nadal tkwiła w swym religijnym zapale. Wyspowiadała się, pojednała z Bogiem i udała się do wieży. Była przekonana, jej że mąż zmieni swoje postępowanie:

Tu nareszcie mąż uwierzy,

Że nieprzejednana żona

Pozostanie niewzruszona.

Więc wnet w jak najgorszej wierze

Sam też przystąpi pod wieżę.

Przemysł rzeczywiście przekonał się, że postawa Ludgardy jest nieprzejednana i nic nie jest w stanie przemóc jej wiary w świętość sakramentu małżeńskiego. Liczyła zaś wówczas Ludgarda niewiele ponad dwadzieścia lat, nic więc nie wskazywało, by w przewidywalnej przyszłości książę mógł owdowieć i mieć inną, legalną małżonkę, z którą spłodzi dziedzica poznańskiego tronu. Jego dynastycznych rozważań kompletnie nie rozumiała Ludgarda. Dlatego opacznie zinterpretowała wiadomość o tym, iż książę przybył pod jej wieżę i zamierza ją odwiedzić:

Kiedy dwórki pospieszyły

I panią uwiadomiły,

Że książę pod wieżą stoi

I kołacze do podwoi,

Księżna natychmiast powstała

I mężowi okazała

Miłowanie i szacunek

Przez serdeczny pocałunek;

Gdy go całowała już,

Książę pan wydobył nóż

I z nienawiścią potężną

Nożem przebił panią księżną;

W tym momencie służący,

Książęciu towarzyszący,

Chustę ścisnąwszy na szyi

Panią księżną udusili.  

Szczęśliwe zakończenie? 

Niemiecki kronikarz nie czynił polskiemu księciu szczególnych wyrzutów z powodu udziału w zamordowaniu księżniczki. Zdaje się usprawiedliwiać jego postępek, za którym stały racje dynastyczne, państwowe, wreszcie nieprzejednana postawa Ludgardy. Co więcej, w przeciwieństwie do polskich kronikarzy i historyków, nie wiąże wcale tragicznej śmierci księcia z karą za zamordowanie księżniczki. Wskazuje na zupełnie inny aspekt, w którym jego zbrodnia została odkupiona, ba – nawet stała się powodem największego szczęścia, jakie mogło spotkać Ludgardę. Umierała z ręki ukochanego męża, a nie jakichś skrytobójców i miała pełną świadomość tego, że odchodzi.  Zdążyła nawet oddać się w ręce Boga, którego wielbiła:

„In manus tuas Domine!

Ulituj się kiedy ginę!”

Wśród płaczów święta niewiasta

W Kaliszu (to miano miasta

Jej małżonka księcia pana)

Pozostała pogrzebana;

A jakie było jej życie,

To cuda świadczą sowicie.

Zdaniem niemieckiego kronikarza pogrzebana została w jednym ze stołecznych miast Wielkopolski, a towarzyszyła jej dobra sława i płacz żałobników. Męczeńska śmierć w obronie świętości sakramentu małżeństwa stała się dla Ludgardy przepustką do życia wiecznego, o czym – według kronikarza – świadczą liczne cuda dokonywane przez Ludgardę. Co prawda, księżniczka poznańska nigdy nie została zaliczona w poczet świętych czy błogosławionych, jednak u wielu kronikarzy cieszyła się opinią świętej. Pojawiała się także w wielu nowożytnych żywotach polskich świętych, gdzie  występowała jako błogosławiona, która oddała swoje życie w obronie nienaruszalności sakramentu małżeństwa.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:

  1. Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 2009, księga 7–8, s. 286-287.
  2. Ernst von Kirchberg, O tym jak świętej pamięci księżna Ludgarda, pana Henryka Lwa Meklemburskiego siostra, umarła, z niemieckiego zrymował po polsku Jacek Kowalski, „Kronika Miasta Poznania” 4/2004, s. 59-64.
  3. Jacek Kowalski, Veste kemmenade Przemysła i Ludgardy, „Kronika Miasta Poznania” 4/2004, s. 47-58.
  4. Kronika Wielkopolska, przekład Kazimierz Abgarowicz, wstęp i komentarze Brygida Kürbis, Kraków 2010, s. 206-207.
  5. Brygida Kürbis, O Ludgardzie, pierwszej żonie Przemysła II, raz jeszcze [w:] Przemysł II. Odrodzenie Królestwa Polskiego, Poznań 1997, s. 257-267.
  6. Krzysztof Kwaśniewski, O księżnej Ludgardzie, [w] tegoż, Poznańskie legendy i nie tylko, Poznań 2004, s. 69-80.
  7. Bronisław Nowacki, Przemysł II. Książę wielkopolski, król Polski 1257-1295, Poznań 1995.
  8. Bronisław Nowacki, Przemysł II1257-1296. Odnowiciel korony polskiej, Poznań 1997, s. 92-95.
  9. Jacek Wiesiołowski, Pieśni i podania o Ludgardzie. Z dziejów literatury okolicznościowej [w:] Kultura średniowieczna i staropolska. Studia ofiarowane Aleksandrowi Gieysztorowi w pięćdziesięciolecie pracy naukowej, Warszawa 1991, s. 491-502.
  10. Jacek Wiesiołowski, Zabójstwo księżnej Ludgardy w 1283 roku, „Kronika Miasta Poznania”, 1-2/1993, s. 7-22.

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska.

 

Komentarze

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.