Zamek Przemysła, Czarny rycerz i Ludgarda

Legenda o księżnej Ludgardzie i czarnym Rycerzu

W poprzednich artykułach przedstawiłem dwie wersje legendy o zamordowaniu księżnej Ludgardy, do którego dojść miało na poznańskim zamku. W polskiej relacji – którą Jan Długosz spisał na podstawie zasłyszanych pieśni jarmarcznych – głównym winowajcą miał być książę Przemysł I. Żona miała go błagać, by pozwolił jej odejść choćby w jednej koszuli, on jednak rozkazał służkom, aby ją udusili. Zupełnie odmiennie akcenty rozłożone były w meklemburskiej pieśni skomponowanej na zlecenie bratanków Ludgardy. Wskazywano tam na to, że inspiratorką zbrodni była matka/macocha księcia Przemysła. Książę robił, co mógł, żeby w zgodzie rozstać się z Ludgardą, która nie mogła dać mu dziedzica. Księżniczka okazała się jednak nieprzejednana, nie dopuszczała możliwości rozstania, a świętość sakramentu stawiała ponad własne życie. W ostatniej scenie książę osobiście wbija nóż w serce księżniczki, jest to jednak przedstawione jako gest szacunku wobec niej – nie chciał bowiem, żeby służący udusili ją w łaźni.

Jest jednak jeszcze jeden istotny wątek, który pojawia się w związku z makabryczną sprawą Przemysła i Ludgardy. Wiąże się on z postacią rycerza Dobiesława z rodu Nałęczów, który należał do orszaku księcia Przemysła, gdy ten pierwszy raz przybył do Szczecina, żeby poznać i poślubić Ludgardę. Nie wiadomo, czy już wtedy poznali się i zapałali do siebie uczuciem. Niewątpliwie doszło do tego zaraz po uroczystych zaślubinach książęcej pary w poznańskiej katedrze. Tak to relacjonuje jeden ze współczesnych kronikarzy:

Trzy dni świętowano w mieście książęce zaślubiny, a na zakończenie odbył się turniej rycerski na dziedzińcu zamkowym. Wzięło w nim udział wielu znakomitych rycerzy, którzy zjechali na wesele z całej Polski. W szranki stanął również młody małżonek – książę Przemysł. Nagrodę zwycięzcy miała wręczyć księżna Ludgarda, a nagroda była nie byle jaka. Specjalnie na tą okazję poznańscy złotnicy wykonali misternie rzeźbiony ze złota i drogich kamieni wieniec laurowy, a książę Pan dołożył jeszcze od siebie miecz rycerski. Goście zajęli honorowe miejsca i turniej się rozpoczął.

Wśród okrzyków widzów, powoli wykruszali się poszczególni rycerze, aż na placu boju pozostało ich dwóch. Jeden w jasnej, bogato zdobionej zbroi, o którym mówiono, że to sam książę Przemysł, i drugi tajemniczy rycerz w czarnej zbroi, którego nikt z gości nie znał. Ruszyli więc do ostatniej, decydującej walki. Długo szala zwycięstwa nie mogła przechylić się na żadną stronę, widać było, że stanęli naprzeciw siebie równej rangi mistrzowie. W końcu jednak zmęczenie zaczęło dawać się we znaki i tajemniczy wojownik w czarnej zbroi zadał przeciwnikowi decydujący cios. Nie był on śmiertelny, ale na tyle mocny, że książę wypadł z siodła. Turniej miał swojego zwycięzcę!

Kiedy nadszedł moment wręczenia nagród, zwycięzca zdjął hełm i oczom zdumionych widzów ukazał się znany ze swojej skromności i szlachetności młody Dobiesław z możnego wielkopolskiego rodu Zarębów.

Moment dekoracji zwycięzcy turnieju oraz deklaracji, które wówczas padły, najbarwniej opisała chyba Anna Plenzler:

– Dobiesław! – krzyknęli rycerze.

– Dobiesław – jak echo powtórzyła księżna […] Z uśmiechem wzięła więc w ręce wieniec i wkładając go na głowę rycerza rzekła: – Zaiste niebezpieczne to pokonywać pana swego nawet w rycerskim turnieju, ale na turnieju wszyscy są sobie równi, a zwycięża najlepszy. Dlatego kładę na twą głowę ów wieniec zwycięski, a do rąk przekazuję ci miecz z życzeniem, abyś jedynie w obronie uciśnionych go używał.

– Pani, zaszczyt to dla mnie skromnego rycerza nie lada, że nagrodę z tak zacnych rąk otrzymuję. Przyjmuję ją na znak, że odtąd sługą twym dozgonnym jestem, a miecza tego zgodnie z życzeniem twym, w obronie uciśnionych używać jedynie będę. Pozwól mi jednak dobyć go także wtedy, gdyby ciebie pani w niebezpieczeństwie bronić przyszło.

– Dziękuję ci panie za twe słowa i służbę twoją przyjmuję. Zjaw się więc z tym mieczem, gdy niebezpieczeństwo jakoweś będzie mi zagrażać, choć gdzie bardziej będę bezpieczna niż na tym gościnnym poznańskim zamku, który teraz i moim domem jest?

Mijały lata, a życie na dworze toczyło się swoim torem. Książę Przemysł dbał o rozwój dzielnicy, ale zabiegał też o połączenie jej ze Śląskiem, Pomorzem, a z czasem z Małopolską by odtworzyć państwo w granicach Królestwa Polskiego Bolesławów. Chciał jednak mieć dziedzica, któremu pozostawi swoje królestwo, a wciąż nie mógł się doczekać potomka. Nie widząc szans na spłodzenie dziedzica z Ludgardą, zaczął ją nakłaniać do rozwiązania małżeństwa, by mógł pojąć za żonę inną kobietę, która da mu upragnionego syna. Ludgarda jednak się na to nie zgadzała, odmawiała rozwodu, odmawiała pójścia do klasztoru, uważała że wszystko powinno zostać tak, jak jest.

Autorzy, a zwłaszcza autorki, relacji o konflikcie między Przemysłem a Ludgardą zdecydowanie stawali zawsze po stronie księżniczki, przypisując jej najczystsze intencje, księciu zaś dręczenie biednej małżonki. Przejawem jego prześladowań miało być otoczenie księżniczki dwórkami lojalnymi wobec księcia, które donosiły mu o każdym jej kroku, a w końcu zamknięcie księżniczki w wieży zamkowej, wzniesionej podobno specjalnie w tym celu. Może jednak przesłanki tych działań Przemysła były zupełnie inne, może książę nie był przekonany o wierności małżonki i chciał mieć pewność, że dziecko, które w końcu urodzi, będzie jego biologicznym potomkiem.

W średniowieczu tak właśnie tłumaczono działania izolacyjne podejmowane przez książęcych mężów wobec swych żon. Współczesny bard Jacek Kowalski w jednej ze swych pieśni przywołuje motyw wieży, charakterystyczny dla ówczesnej literatury romansowej, w której więziona była niewierna lub podejrzewana o niewierność małżonka. Nawiązuje do jednego z francuskich chansosn de toile, który po zmianie imienia bohaterki idealnie mógłby oddawać sytuację, jaka wówczas zaistniała pomiędzy Przemysłem i Ludgardą:

Na wysokiej wieży piękna Izabela

Złotowłosą głowę nad blankami schyla

Łzami się zalewa, woła przyjaciela:

O, mój miły!

Oszczercy wygnali mnie z mojej krainy!

Biada – rzecze – cierpię boleść niesłychaną:

 Pierwej mnie cesarską córką nazywano,

Teraz za podłego prostaka wydano;

O, mój miły!

Oszczercy wygnali mnie z mojej krainy!

Ludgarda wspierana była podobno jedynie przez swą starą piastunkę, która przybyła wraz z nią ze Szczecina i której książę pozwolił pozostać z podopieczną. Życzliwi księżniczce opowiadacze zanotowali, że Dobiesław pojawił się pewnego dnia w jej zamkniętej komnacie. Czy była to jedyna jego nielegalna wizyta, trudno powiedzieć. Zdarzyć się to miało w grudniu 1283 roku. Jak pisze Anna Plenzler, Dobiesław rzucił się do nóg księżniczki i przemówił do niej takimi słowami:

– Pani, to ja, sługa twój wierny Dobiesław – rzekł, bowiem przestraszona księżna nie poznała go w pierwszej chwili przebranego w mieszczański strój. – Pani, musiałem tu przyjść, by cię ostrzec. W całym Poznaniu powiadają już, że książę czyha na twoje życie. Chcę cię przed nim obronić, wszak jestem twoim sługą dozgonnym.

– Wiem, że niebezpieczeństwo czeka na mnie na każdym niemal kroku, nie znam dnia, ani godziny, ale wiem, że są one już policzone. Jeśli chcesz mi pomóc, weź mój pierścień i pędź z nim co koń wyskoczy do Szczecina, prosić moich bliskich o pomoc. Bez niej marnie tu zginę. Może zdążysz…

Rycerz Dobiesław szykował się podobno dwa dni do drogi, ale nie wyruszył do Szczecina, bo 14 grudnia 1283 roku gruchnęła wiadomość, że księżniczka Ludgarda nie żyje. Wieść niosła, że księżniczka zamordowana została przez służebnych w łaźni poznańskiego zamku, a jako moralny inspirator morderstwa wskazywany był książę Przemysł. W poznańskich kronikach nie zachowały się żadne zapiski o okolicznościach śmierci księżniczki, a kaliski annalista, w napisanym w połowie XIV wieku „Roczniku Traski”, zanotował:

W tymże roku zmarła najdostojniejsza małżonka pana Przemysła księcia Wielkopolski, córka Mikołaja księcia Kaszubów, imieniem Lukarda. Śmierci jej nikt nie zdołał dociec, jak zaszła.

Dowodem winy księcia Przemysła miał być fakt, że nie podjął żadnych stanowczych działań zmierzających do ukarania winnych śmierci swojej małżonki, nie wszczął żadnego śledztwa, nikt za jej śmierć nie poniósł kary. Może jednak było inaczej, może wierni księciu służący nakryli jego żonę in fla granti w zamkowej łaźni; może wywiązała się szarpanina, a na mokrej podłodze łatwo się pośliznąć, upaść, rozbić głowę o kamienie? Może opowieść o duszeniu księżnej szmatami przez służących wzięła się stąd, że starano się zatamować krwawienie, a ktoś ujrzał ją szczelnie obwiązaną i niewłaściwie zinterpretował tę okoliczność?

Winę księcia Przemysła wskazywał z kolei „Rocznik małopolski”, którego autor – po opowiedzeniu o nieoczkiwanym zgonie księżniczki, w czym oparł się na „Roczniku Traski” – uzupełnił relację o własne ustalenia, które relacjonowały poglądy ówczesnej opinii społecznej:

Niezależnie od tego dziejopisarza (dodam), że za naszej młodości widzieliśmy w grodzie gnieźnieńskim jedną drewnianą kaplicę, która w języku rodzimym nazywa się kruchta, w której były dwa wielkie kamienie na kształt młyńskich zaczerwienione krwią tejże pani, między którymi została starta całkowicie i zgasła, i została złożona w grobie w katedrze gnieźnieńskiej.

Wróćmy jednak do legendy o Ludgardzie, Przemyśle i Dobiesławie, w którym to trójkącie znaleźć można pogłosy legend arturiańskich o królu Arturze, jego żonie Ginerwie oraz rycerzu Lancelocie z Jeziora. Wspomnieć należy, że po śmierci Ludgardy Przemysł pojął za żonę córkę szwedzkiego króla Waldemara Ryksę, która urodziła mu córkę. Gdy ta żona zmarła, ożenił się jeszcze z Małgorzatą Barndenburską. To jednak z pierwszą żoną, Ludgardą, wiązane są powszechnie okoliczności śmierci księcia.

Zdarzyć się to miało w nocy po środzie popielcowej, którą król Przemysł II świętował w Rogoźnie. Impreza była tak udana, że on sam i jego rycerze zasnęli upojeni alkoholem i emocjami. Wówczas to na rogoźnieński zamek napadli Brandenburczycy, którzy wycięli straże i dostali się do komnat królewskich. Gdy król przebudził się, zobaczył stojącego przed sobą rycerza:

– Dobiesław? – raczej wyszeptał ze zdziwieniem aniżeli wymówił król.

– Jam ci, a to miecz, który przed ponad dwudziestu laty z rąk księżnej Ludgardy za zwycięstwo w turnieju rycerskim przyjąłem i którym przyrzekł bronić uciśnionych i ją przed niebezpieczeństwem. Przed zdradziecką śmiercią nie zdołałem jej ochronić, więc teraz sprawiedliwość nim wymierzę. Broń się królu! – krzyknął.

Skoczył król na równe nogi, ale w głowie mu się zakręciło od wczorajszych hulanek, miecza nawet dobrze nie był w stanie w rękach utrzymać. Niewiele więc Dobiesławowi trzeba było, by królowi cios zadać.

– To za księżnę! – krzyknął jeszcze w ostatniej chwili, choć króla nie zabił, a tylko poważnie zranił.

– Teraz on już wasz jest – zwrócił się do towarzyszących mu Brandenburczyków. Ci zaś na koń go porwali i uwieźć chcieli, ale gdy ranny król ucieczkę opóźniał, a tętent koni pościgu już słychać było, dobili go i na poboczu koło Rogoźna zostawili. Tak więc dziś historycy powiadają, że to Brandenburczycy króla zranili, porwali i zabili, ale prawda to tylko częściowa. Ranę, która i tak w końcu śmiertelną by się okazała, rękami Dobiesława zadała mu zza grobu Ludgarda.

Podobnie przyczyna zamordowania Przemysła II zrelacjonowana został w „Kronice oliwskiej”, w której autor nie kryje swej niechęci wobec wielkopolskiego króla. Przy okazji opisu przybycia Przemysła do Gdańska, opowiada także o jego śmierci oraz jej przyczynie:

Gdy pochowany został w Oliwie książę Mściwój, Przemysł przybył do Gdyńska i objął w posiadanie księstwo pomorskie. Potem otrzymał od stolicy apostolskiej koronę królestwa polskiego. Żył jeszcze jeden rok i schwytany przez pachołków margrabiego Brandenburgii, swojej małżonki, którą źle podejrzewając kazał udusić.

Zupełnie nie wiadomo dlaczego, morderstwo księżniczki meklemburskiej Ludgardy miałoby zostać pomszczone akurat przez margrabiów brandenburskich. Byli oni raczej beneficjentami tej śmierci, bo jej zgon zniweczył trwały sojusz Wielkopolski z Pomorzem Zachodnim i Meklemburgią, który byłby skierowany przeciwko Brandenburczykom. Co więcej – po śmierci Ludgardy meklemburskiej i Ryksy szwedzkiej – żoną Przemysła II była księżniczka brandenburska Małgorzata, więc tym bardziej nie było sensu mordować sojusznika. Historycy zwracają uwagę, że gdyby nawet Brandenburczycy nie zważali na geopolitykę, to powinni być zainteresowani utrzymaniem króla przy życiu i otrzymaniem zań okupu. Może więc w tym wypadku legenda rzetelniej oddaje prawdę i opowiada o zemście, jakiej po latach dokonał kochanek na mężu swojej kochanki, który nakazał jej zamordowanie, a przynajmniej mu nie zapobiegł.

W ludowych opowieściach wątek niewierności księżniczki czy nieszlachetnego zachowania rycerza uległ całkowitemu zapomnieniu. Ich postaci były idealizowane, a Ludgarda traktowana była jako osoba niemal święta. Wspomnieć warto, że w 1662 roku krakowski hagiograf Piotr Hiacynt Pruszcz w swym dziele „Forteca monarchów i całego Królestwa Polskiego z żywotów świętych, tak już kanonizowanych jak i beatyfikowanych jako też świątobliwie żyjących patronów polskich” zamieścił wzmiankę o „błogosławionej” Ludgardzie. Z kolei profesor Akademii Zamoyskiej Józef Duńczewski w swym „Kalendarzu świętych, błogosławionych i świątobliwie żyjących Polaków” z 1746 roku określił Ludgardę jako „świętą” Kościoła katolickiego. Z przeszłości dochodzą jednak do nas głosy o tym, że Ludgarda i Dobiesław wcale tacy święci nie byli. Nie są to może żadne zapisy bezpośrednie, a niesławna pamięć o nich zachowała się w legendzie dotyczącej poznańskiego zamku. Jerzy Sobczak, w swej książce „Duchy i zjawy wielkopolskie”, tak ją przytacza:

… począł pojawiać się nocą cień Ludgardy w białej, powłóczystej szacie, z dłońmi wyciągniętymi przed siebie i z na wpół uchylonymi ustami, w których zamarła ostatnia, nie wypowiedziana już skarga. Opowiadano też, że pod murami zamku ukazywał się również cień rycerza w czarnej zbroi i na czarnym jak kruk koniu. Zjawiał się późną nocą i przed świtaniem znikał wśród mroku. A jeszcze inni twierdzili, iż widzieli tego rycerza w katedrze w czasie żałobnego nabożeństwa, jak skryty za filarem wpatrywał się posępnym wzrokiem w trumnę Ludgardy na katafalku. 

Po zamkowych blankach nie błąkają się zaś duchy świętych czy błogosławionych, a raczej potępionych grzeszników. A skoro Ludgardę i Dobiesława widywano nocą przy poznańskim zamku, to chyba nie byli całkiem niewinni w tej sprawie. Przez wieki nie było w Poznaniu zamku królewskiego, jego pozostałości były marnym odbiciem dawnej przeszłości, duchy nie miały się więc gdzie pojawiać, a ludzie o nich zapomnieli. Kilka lat temu zamek królewski na Górze Przemysła został zrekonstruowany; kto wie, może wkrótce zagoszczą na nim także średniowieczne duchy księżnej Ludgardy i rycerza Dobiesława.

 

Paweł Cieliczko

 

Bibliografia:

  1. Jan Długosz, Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, Warszawa 2009, księga 7–8, s. 286-287.
  2. Kronika Wielkopolska, przekład Kazimierz Abgarowicz, wstęp i komentarze Brygida Kurbis, Kraków 2010, s. 206-207.
  3. Krzysztof Kwaśniewski, O księżnej Ludgardzie, [w] Poznańskie legendy i nie tylko, Poznań 2004, s. 69-80.
  4. Brygida Kurbis, O Ludgardzie, pierwszej żonie Przemysła II, raz jeszcze [w:] Przemysł II Odnowiciel Królestwa Polskiego, red. J. Krzyżaniakowa, Poznań 1997.
  5. Bronisław Nowacki, Przemysł II. Książę wielkopolski, król Polski 1257-1295, Poznań 1995.
  6. Anna Plenzner, Legendy Poznania, Poznań 2003.
  7. Marek Rezler, Ludgarda – nieszczęsna księżna [w:] Znane Wielkopolanki, Poznań 2004, s. 30-36.
  8. Zofia Skorupska, Lukierda [w:] tejże, Legendy dawnego Poznania, Poznań 2006, s. 87-96.
  9. Jerzy Sobczak, Cień Ludgardy i czarnego rycerza z Zamku Przemysła [w:] Duchy i zjawy wielkopolskie, Poznań 2002, s. 105-115.
  10. Stanisław Świrko, Przemko i Ludgarda [w:] O założeniu Poznania i inne legendy, Poznań 2004, s. 15-27.
  11. Jacek Wiesiołowski, Zabójstwo księżnej Ludgardy w 1283 roku, „Kronika Miasta Poznania”, 1-2/1993, s. 7-22.

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska

 

Komentarze

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.