Legenda o tym jak się Ludgarda zemściła zza grobu

W ostatnich trzech artykułach zrelacjonowałem trzy wersje legendy o księżniczce Ludgardzie, która została podobno zamordowana w poznańskim zamku, bo nie potrafiła urodzić małżonkowi potomka. Poszczególne wersje legendy w różnym stopniu winiły księcia za żonobójstwo i odmiennie rozkładały akcenty:

  1. w jednej to sam książę dokonał morderstwa bezpłodnej małżonki,
  2. w innej służący udusili ją w łaźni, by spełnić niewypowiedziane życzenie władcy,
  3. w trzeciej sprężyną zbrodni była matka księcia, która nie mogła doczekać się wnuka.

Legenda o śmierci Ludgardy stała się więc zbiorem uniwersalnych opowieści, jakie pojawiają się w sytuacji, gdy w niejasnych okolicznościach umierała żona, a domniemywać można, że miłość męża do niej już wygasła i szukał tylko sposobu, by ułożyć sobie życie z inną kobietą. No właśnie. Najbardziej prawdopodobna przyczyna usunięcia „starej” małżonki to zwykle chęć posiadania „nowej” małżonki. W rodzinach książęcych czy królewskich nie była to sytuacja rzadka, a zdesperowani władcy potrafili zmienić religię wyznawaną przez cały kraj, żeby móc rozwieść się z poprzednią żoną. Dzięki stworzeniu kościoła anglikańskiego Henryk VIII Tudor mógł poślubić sześć kolejnych żon, przejście na rzymski katolicyzm umożliwiło Mieszkowi I pozbycie się za jednym zamachem siedmiu dotychczasowych małżonek poślubionych wcześniej w obrządku słowiańskim.

W przypadku Przemysła II i Ludgardy także pojawia się wersja o młodszej, atrakcyjniejszej kobiecie, która tak bardzo rozkochała w sobie Przemysła II, że zdecydował się na śmiertelny grzech i pozbył się małżonki. O chęci poślubienia innej kobiety, jako przyczynie zamordowania księżniczki, napisała Zofia Skorupska w legendzie „Lukierda”. Twierdziła ona, wbrew wszystkim kronikarzom, że książę Przemysł nie poślubił księżniczki meklemburskiej z miłości, a z przymusu politycznego, bo sojusz z jej ojcem i dziadem zabezpieczał jego włości od północy. Jeszcze przed ślubem miał Przemysł marzyć o poślubieniu innej kobiety, a była nią Ryksa – córka króla szwedzkiego Waldemara. Uczucie do Szwedki nie wygasło w kolejnych latach, a i w sojuszu politycznym z jej ojcem upatrywał piastowski książę wielkich korzyści politycznych oraz osobistego szczęścia:

– Król szwedzki nad Bałtykiem pomoc by mi mógł dać i od Odry po Wisłę nadmorską krainę by zdobyć ułatwił. Jeno jako do pana do Uppsali trafić?

Księciu przypomina się z nagła nieśmiało ongiś szepnięte słowo przez Nałęcza, ongiś, gdy ród ten był jeszcze z wielkopolskim panem w zgodzie:

– Pojmij królewnę Ryksę za żonę, piękna to Szwedka,możnego króla córa…

Kuszący głos już nieraz w chwili zadumy zdawał się dźwięczeć w uszach Przemysławowych, chociaż kusiciel z dawna się znosił z wrogimi margrabiami brandenburskimi, a w niecne intrygi spowinowaconych Zarębów ciągnął.

– Ryksa, Ryksa… – marzy ciągle i usiłuje obraz jej jasny wywołać, utkawszy go wprzódzi z zasłyszanych tu i ówdzie rozpowiadań. Wraz z królewną – Szwedką zda mu się, że spokój zamieszkałby w izbach zamkowych i w jego sercu udręczonym marzeniem o wielkim królestwie, nękanym nieustannie snem o potędze Chrobrowej.

– Za niewolnicę córy królewskiej nie dadzą, a za żonę brać jej nie mogę, nie wolno! Dzisiaj mi to wyrozumieć jasno kazali – i znowu gniewem płonie książę, bezsilnie dłonie zaplatając wokół głowicy, a chłodząc rozpalone skronie żelazem miecza.

– Lukierda mi wadzi a w poprzek zamysłom stawa, zgnieść ją więc muszę, muszę – powtarza. – Bezpłodna – myśli z odrazą – od lat dziesiątka życie mi mierzi sobą, miast szczęście w dom niosąc, klęskę rodowi gotuje i zagładę wszystkiemu narodowi. Nie chcą mnie klechy od niej uwolnić, to i sam się uwolnię.

Marzenie o skandynawskiej królewnie popchnąć miało księcia do decyzji o uśmierceniu małżonki. Wierni słudzy w mig zrozumieli polecenie i wykonali książęce zlecenie, dusząc ją w zamkowej łaźni, a stało się to w grudniu 1283 roku. Trudno uwierzyć, że chęć poślubienia Ryksy była bezpośrednią przyczyną zgładzenia Ludgardy, bo notariusz królewski Tylon poślubił Ryksę pro procura (w imieniu księcia) w Nykoping dopiero po dwóch latach – 11 października 1285 roku, a do Wielkopolski przybyła ona jeszcze później. Minęły kolejne trzy lata zanim Ryksa urodziła Przemysłowi II córkę – Ryksę. Wiadomość o narodzinach córki jest ostatnią wieścią o drugiej żonie Przemysła II, która musiała umrzeć krótko po tym. W dniu 13 kwietnia 1293 roku Przemysł II ożenił się po raz trzeci, tym razem z księżniczką Małgorzatą Brandenburską.

Historycy podkreślają, że Przemysł II zupełnie inaczej odnosił się do Ludgardy, niż do Ryksy i to zarówno za życia, jak i po śmierci żon. Wszelkie wiadomości o Ludgardzie zostały usunięte z kronik i roczników, a jej ciało zostało podobno zmielone; czerwone od jej krwi kamienie młyńskie zobaczyć można było w katedrze gnieźnieńskiej. Zupełnie inaczej rzecz się miała z Ryksą, o niej Przemysł II wyrażał się z wielką atencją, a po jej śmierci, gdy był już mężem Małgorzaty, nadał biskupstwu poznańskiemu wieś Kobylniki w zamian za palenie wiecznej lampki przy grobie zmarłej Ryksy. Zdecydował także, że po śmierci spocząć pragnie w królewskim grobowcu w katedrze poznańskiej obok swej szwedzkiej żony.

Pieśń gminna obciążała Przemysła II odpowiedzialnością za zamordowanie Ludgardy, a jego śmierć miała być zemstą zakochanego w księżniczce rycerza Dobiesława Zaręby, który nie mógł wybaczyć królowi uśmiercenia pani jego serca. Śmierć wcale nie stała się jednak kresem cierpień piastowskiego księcia. Grajkowie po jarmarkach z jeszcze większą odwagą opowiadali o zleceniu przez niego morderstwa bezpłodnej żony – czarna legenda Przemysła II zataczała coraz szersze kręgi.

Nie dane mu też było spokojnie spocząć obok Ryksy, w królewskim grobowcu. Niezwykłe zdarzenie jako pierwszy zanotował w swojej kronice Janko z Czarnkowa, który tak opisał wypadek, jaki wydarzył się w piątą niedzielę Wielkiego Postu, 23 marca 1371 roku w katedrze poznańskiej:

Roku pańskiego 1371-go, w niedzielę, w którą się śpiewa Panu „Judica me etc.,” piorun uderzył w wierzchołek krzyża na prawej wieży kościoła poznańskiego i koniec rogu tej wieży zrujnował. Piorun impetem swoim zrobił otwór w sklepieniu kaplicy królewskiej i potrzaskał zawieszone na ścianie portrety króla Przemysława i królowej.

Kronikarz tylko zrelacjonował to niespotykane zdarzenie, dalej żyło ono swoim życiem i w ciągu kolejnych dziesiątek lat obrosło kolejnymi historiami niesamowitymi, stając się bardziej przypowieścią o zemście, która dosięgnęła grzesznika nawet zza grobu i gdy on sam jest już był w grobie. Jan Długosz piszący swoje „Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego” – niemal sto lat po Janku z Czarnkowa – wskazał już wyraźnie na ponadnaturalną ingerencję sił wyższych, które doprowadziły do zniszczenia królewskiego grobowca:

Piętnastego kwietnia wskutek uderzenia pioruna uległy zburzeniu szczyt prawej wieży katedry poznańskiej i najdalej wysunięta część narożnika tej wieży. Nadto piorun, wpadłszy gwałtownie przez małą dziurę w suficie do kaplicy królewskiej, uderzył mocno. Wstrzymał się jednak od wszystkiego, co się znajdowało w kaplicy, a rozbił doszczętnie – jakby tylko tego przyszedł dokonać – wyrzeźbione na ścianach kaplicy podobizny króla polskiego Przemysława i jego małżonki, królowej Rychezy. To zdarzenie uważano za szczególny znak.

Wydawać by się mogło, że Długosz jedynie zasugerował – i to bez nadmiernej pewności – że piorun zniszczył jedynie wizerunki księcia Przemysła II oraz jego drugiej żony, a więc tej, która zastąpiła Ludgardę – „jakby tylko tego przyszedł dokonać”. Nie powołał się nawet na żadną pieśń gminną, która wskazywałaby na możliwość zemsty zza grobu dokonanej przez meklemburską księżniczkę. Bo i nie mogło być inaczej, nie mógł bowiem prawowierny kapłan katolicki (jakim był Długosz) pisać o tym, że księżniczka Ludgarda miała jakieś tajne konszachty z zaświatami i mściła się za niesprawiedliwość, jaka ją spotkała na ziemi. Nie byłaby to budująca opowieść w kontekście chrześcijańskiego nauczania o miłosierdziu, wybaczaniu i nastawianiu drugiego policzka.

Jest jednak u Długosza zupełnie inny sygnał, który wyraźnie wskazuje na Ludgardę, jako inspiratorkę zemsty wywartej na obrazach Przemysła II oraz jego królewskiej małżonki. Wskazówką tą jest dokonana przez kronikarza zmiana daty tego wydarzenia. Data zaś została zmieniona w sposób znaczący i wskazujący na to, że sam Bóg zaangażował się w sprawę, a orędowniczką musiała być Ludgarda, mająca wielki żal, tak do Przemysła, jak i do Ryksy, która na tronie i w łożu zastąpiła Ludgardę.

Janko z Czarnkowa pisał, że do zdarzenia doszło w dniu 23 marca, Jan Długosz przesunął tę datę na 23 kwietnia. W liturgii Kościoła Katolickiego jest to dzień, w którym wspomina się św. Anastazję oraz św. Bazylissę. W „Martyrologium rzymskim” napisano, że były to matrony rzymskie nawrócone na chrześcijaństwo przez nauczanie świętych Piotra i Pawła. Po ich męczeńskiej śmierci apostołów odnalazły one ich ciała i potajemnie je pochowały. Zostały za to skazane na tortury, obcięto im kończyny i języki, a w końcu je ścięto. Opis ich męczeństwa przypomina tragiczną śmierć Ludgardy, której ciało, nawet po śmierci, miało zostać zgniecione przez młyńskie kamienie. Świętą Anastazję i Bazylissę prosi się o pomoc przy bólach głowy (znowu uduszona Ludgarda). Najciekawsze jest jednak to, że są one także patronkami cenzorów, a w przypadku sprawy śmierci Ludgardy, Długosz szczególnie boleśnie odczuwał cenzurę książęcą, która sprawiła, że kroniki wielkopolskie o pierwszej żonie Przemysła II praktycznie nie wspominają i dziejopis rekonstruując ten wątek musiał się opierać na pieśni gminnej zasłyszanej na jarmarku.

Historycy pewnie będą tłumaczyli, że Jan Długosz popełnił błąd w swojej kronice i nie można tej omyłce nadawać nadmiernego znaczenia. Trudno się z tym zgodzić, bo wówczas inaczej zapisywano daty, a „piąta niedziela Wielkiego Postu” to data tak charakterystyczna, że trudno ją pomylić z jakąkolwiek inną. Skoro więc ksiądz kanonik Długosz dokonał takiej „pomyłki”, to coś się za nią musiało kryć. Może była to wiadomość, że Ludgarda zemściła się po śmierci na tych, co cieszyli się szczęściem, którego ją pozbawiono.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:

  1. Jan Długosz, Roczniki czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego, księga 10 (1370-1405), Warszawa 2009, s. 54.
  2. Kronika Jana z Czarnkowa, Kraków 2009.
  3. Zofia Skorupska, Lukierda [w:] Legendy dawnego Poznania, Poznań 2006, s. 87-96.

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska.

Komentarze

komentarz

Opublikowano

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.