Legenda o powstaniu nazwy Jeżyce

Nazwa Jeżyce wywodzi się najprawdopodobniej od człowieka o imieniu Jeż, który był właścicielem tej osady we wczesnym średniowieczu. W przywileju lokacyjnym wydanym w 1253 roku dla Poznania przez książąt Przemysła I oraz Bolesława Pobożnego wieś znajdująca się na zachód od miasta występuje już pod tą nazwą. Średniowieczna metryka nazwy Jeżyce nie budzi wątpliwości historyków. Dziwi natomiast fakt, że w późniejszych wiekach nazwa ta nie została zmieniona, tak jak się to stało z opisywaną poprzednio średniowieczną Wierzbięcicą, która w XV wieku przybrała nazwę Wilda.

W przypadku Jeżyc nic podobnego nie nastąpiło i zachowały swoją pierwotną nazwę, która jednak w kolejnych stuleciach się aktualizowała i nabierała nowego znaczenia. Legenda toponomastyczna o Jeżycach związana jest z tragicznym dla naszego miasta okresem potopu szwedzkiego. O tym, jak mieszkańcy Jeżyc wystąpili przeciwko Szwedom, zasługując sobie na swoje miano, pisały Julia Męcińska oraz Zofia Skorupska. Opowieść pierwszej z nich rozpoczyna się następująco:

Za czasów króla Jana Kazimierza

grom jeden po drugim na kraj nasz uderza,

wielką nawałą wtargnęli w kraj Szwedzi,

klęska wojenna wszystek lud nasz biedzi.

Ale Bóg wtedy nie opuścił wiernych,

bo pośród ciosów boleścią niezmiernych

pobłogosławić raczył ludzi dobrych ,

w zwątpiałych wskrzeszał dużo chęci chrobrych.

Matka Najświętsza przez wielki cud owy,

przez sławną obronę Swojej Częstochowy

święcie działała, że powstał duch nowy,

że się zabrano do dzielnej obrony.

Druga autorka wskazuje dokładniej na kontekst historyczny wydarzeń, podając, że miały  miejsce w 1657 roku, kiedy to już wypędzono z Rzeczpospolitej Rakoczego, a wojska wierne królowi Janowi II Kazimierzowi chciały odbić Poznań i Wielkopolskę z rąk elektora brandenburskiego, który rabował i niszczył kraj na potęgę. Wojewoda Jan Opaliński oraz podkomorzy Krzysztof Grzymułtowski zgromadzili pod miastem liczne oddziały pospolitego ruszenia, ale nie dysponując artylerią, nie mieli szans na przeprowadzenie skutecznego ataku na mury miejskie Poznania. Musieli czekać na przybycie spod Gdańska artylerii pana Grodzickiego, a czekając, układali plany pokonania załogi okupującej miasto i pomszczenia na Szwedach doznanych krzywd.

Julia Męcińska nie relacjonowała szczegółów przygotowywanej operacji militarnej, a szła za opowieścią, którą znała z „Mazurka Dąbrowskiego”, gdzie mowa jest o Czarneckim, który po szwedzkim zaborze ruszył do Poznania, bo uratowanie miasta było dla niego równoznaczne z ocaleniem ojczyzny. Autorka pisała:

Stefan Czarnecki Szwedów nie oszczędzał

i z miast i wiosek licznych powypędzał,

ale uparcie szwedzki wróg się wzbrania

opuścić mury miastowe Poznania.

Przecież Polacy czekali już dosyć,

czas był najwyższy Szwedów stąd wypłoszyć,

ale uczynić sprawa to niełatwa,

Szwed aby zostać, wszystkie plany gmatwa.

Zofia Skorupska pisała, że Brandenburczycy, sojusznicy Szwedów, okopali się i bronili na Ostrowie Tumskim, ufni w schronienie, jakie dawała im Warta i Cybina. Przybyła spod Gdańska polska artyleria rozpoczęła jednak ostrzał, a widząc, że Brandenburczycy się cofają, nasza jazda ruszyła na nich, żeby odbić miasto. Wojska okupacyjne wycofały się z Ostrowa Tumskiego do Poznania, lecz Polacy i tam ich naciskali i wypierali z miasta, walcząc dzielnie i nieustępliwie. Nasi dowódcy zdawali sobie jednak sprawę z tego, że pokonani wrogowie, wycofując się, będą palili i obracali w ruinę wszystko, co napotkają na swojej drodze, miasta, wsie, lasy i pola, o czym tak rymowała Julia Męcińska:

Ale ich myśl niszczenia była zbyt wyraźną,

Bo całe miasto żołdackie łobuzy

Chcieli obrócić na popiół i gruzy,

Wszystko wraz chcieli poniszczyć, obalić

I okoliczne wioski też popalić

Żeby uratować mieszkańców Poznania i okolicznych wsi przed zemstą pokonanych okupantów, część oddziałów przeszła cicho ku zachodnim rubieżom miasta i tam przygotowana została zasadzka:

Sprawy tej wówczas przebieg był taki:

Nasi działali na sposób dwojaki.

Cichaczem wojska przed miastem stawiali,

a z drugiej strony też w potężnej sile

Szwedów od strony Warty wyganiali,

a do ucieczki miejsca dali tyle,

ażeby mogli stąd wyruszyć raźno.

Wrogowie nie skorzystali jednak z możliwości opuszczenia miasta i ucieczki na zachód pozostawioną im drogą, ale postanowili dotrzeć do swoich okopów, by w nich ukryć się przed artylerią i stamtąd przeprowadzić kontruderzenie. Polscy dowódcy przewidzieli jednak taki plan działań wrogów i obsadzili okopy swoimi żołnierzami, którzy, przycupnięci, czekali, aż pojawią się Szwedzi uciekający z miasta:

Kiedy ich z miasta gwałtem wypędzono,

nie chcą biec drogą im przygotowaną,

ale zdążają prędko ku okopom.

Ledwo dotknęli tych nasypów stopą,

jeżyce z szabel i bagnetów lśniących

jakoby cudem z okopów wyrosły

i śmierć niechybną pierwszym śmiałkom niosły.

Operacja zakończyła się całkowitym zwycięstwem Polaków, a kompletną katastrofą wojsk szwedzkich i brandenburskich, co najważniejsze jednak okupiona została minimalnymi stratami po polskiej stronie:

Nie uszli Szwedzi ciosów w nich godzących,

innym śmierć nieśli, a sami polegli,

niewielu było, którzy z życiem zbiegli.

Takim sposobem wrogi pogniecione,

a za to miasto, wioski ocalone,

niektóre budynki i niejedne chaty

już poniszczone, to wyraźne straty.

Przez urządzone przed miastem jeżyce

ocalały najbliższe miasta okolice,

doły przed nasypami ot takim sposobem

stały się dla Szwedów nieostrożnych grobem.

Ostatnie dwa akapity wskazują, że to właśnie te zdarzenia związane z oswobodzeniem Poznania podczas potopu szwedzkiego sprawiły, że zachodnia dzielnica Poznania zyskała miano Jeżyc i nazwę tę nosi do czasów współczesnych. Poetka podsumowała to następującą strofą:

Oto owej dzielnicy najpierwsze przeżycie

i stąd też wzięły nazwę dzisiejsze Jeżyce.

Jeśli nawet to tylko legenda i niewiele ma wspólnego z rzeczywistością, to jakże pięknie pokazuje ona wspólnotę obywatelską, która składała się z mądrych przywódców oraz bohaterskich podkomendnych, mieszczan i wieśniaków, którzy razem stanęli przeciwko najeźdźcy i pokonali go, ponosząc przy tym minimalne straty. Opowieść ta, jeśli nawet jest nieco na bakier z historią, to doskonale obrazuje poznański racjonalizm, podejmowanie walki zbrojnej tylko wówczas, gdy ma ona szansę na powodzenie, a wreszcie honorowanie – także w nazwach toponomastycznych – zwycięskich zrywów niepodległościowych i pielęgnowanie pamięci o nich.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:

  1. Krzysztof Kwaśniewski, Poznańskie legendy i nie tylko, Poznań 2005, s. 166-167.
  2. Julia Męcińska, Jeżyce przeciw Szwedom [w:] Z prastarych podań o Poznaniu, „Praca”, r. 18, 1914, s. 1238.
  3. Zofia Skorupska, Jeżyce [w:] Legendy dawnego Poznania, Poznań 2006, s. 41-44.

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska.

Komentarze

komentarz

2 przemyślenia nt. „Legenda o powstaniu nazwy Jeżyce”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.