Plac Bernardyński

Legenda o cudownym ocaleniu klasztoru Bernardynów

Wojska szwedzkie kilkakrotnie zdobywały Poznań i zawsze łupiły miasto niemiłosiernie, a mieszkańcom przysparzały ogromnych cierpień; stąd szwedzkie okupacje zapisały się szczególnie tragicznie w pamięci poznańczyków. Podbita i uciemiężona ludność, nie mając sił na podjęcie bezpośredniej walki, starała się podtrzymać nadzieję i wzmocnić narodowego ducha przekazując sobie cudowne opowieści, w których pokonuje potężnych wrogów dzięki siłom nadprzyrodzonym i wsparciu niebiańskich sojuszników. Cudowne opowieści miały kompensować codzienne udręki i podtrzymywać nadzieję, że zły los się odwróci, a z opresji wyjdą zwycięsko.

Jedna z takich poznańskich „legend kompensacyjnych” zanotowana została w Kronikach Bernardynów poznańskich; opowiada o tym, jak kilku świętych objawiło się w śnie szwedzkiemu dowódcy i przestraszyło go tak bardzo, że zrezygnował z planu zniszczenia klasztoru oraz kościoła Bernardynów. Rozpoczyna się od krótkiego wprowadzenia historycznego:

Rok 1703

W roku ubiegłym generał Stenbock usadowił się z siedmioma tysiącami wojska szwedzkiego w okolicy Żerkowa i dał komendantowi Lilienhoek rozkaz zajęcia Poznania, co ten podjął w lipcu. Przyszło mu to całkiem łatwo. Ponieważ jednak zbyt częste i przykre były dla niego napady polskich żołnierzy, postanowił doszczętnie zburzyć nasz kościół i klasztor.

Klasztorny kronikarz zapisał dalej, że do sprawy włączyli się patroni zakonu bernardynów, a ich cudowna interwencja ocaliła święty przybytek:

Od tego czynu powstrzymało go nocne widzenie, w którym święci Franciszek, Bernard i Jan Kapistran zagrozili mu niechybną śmiercią, jeżeli swój zamiar przeprowadzi.

Najwyraźniej jednak zastrzeżenie świętych dotyczyło wyłącznie zburzenia kościoła i klasztoru, albo też szwedzki dowódca pojął je bardzo literalnie, bo zabudowań kościelnych (co prawda) nie zburzył, ale jego pobyt był dla wspólnoty bardzo dolegliwy, o czym piszą sami bernardyni w swojej kronice, wskazując na liczne krzywdy wyrządzone im przez stacjonujące wojska:

  1. Niemniej jednak drzewa w sadzie razem z owocami zostały ścięte, bo żołnierze szwedzcy ziemię w ogrodzie kopali i wywozili do usypania wału obronnego na Garbarach tak że cały ogród został zdewastowany
  2. Drzewo budulcowe na dach kościoła, które z takim trudem i staraniem zdobył ojciec gwardian Krzysztof Rozdrażewski, zużyto na fortyfikację miasta
  3. Budynki drewniane w podwórzu umyślnie podpalono i zamieniono w zgliszcza. Od tego pożaru nawet nowicjat i klasztor były w wielkim niebezpieczeństwie

Legenda o interwencji trzech świętych u szwedzkiego generała była powszechnie znana w Poznaniu, jeszcze po półtorawieczu. Świadczy o tym przywołanie jej przez pierwszego historyka naszego miasta Józefa Łukaszewicza, który w swoim Obrazie historyczno-statystycznym miasta Poznania w dawniejszych czasach konstatował:

Wojna szwedzka za Augusta II. naraziła klasztor bernardyński na klęski i spustoszenie. Pułkownik szwedzki Lilienhock, komendant miasta chciał go, jako zawadzający warowniom miejskim z ziemią zrównać. Kronika klasztorna powiada, że go odwiedli od tej myśli ś. Franciszek, ś. Bernard i ś. Jan Kapistran, którzy mu się w nocy ukazali i śmiercią nieuchronna pogrozili, gdyby się klasztor ich reguły w Poznaniu burzyć odważył.     

Łukaszewicz sceptycznie jednak oceniał efekty jakie wywarło to niebiańskie wstawiennictw na generale, wskazując na wielkie straty, jakie w czasie szwedzkiego panowania ponieśli poznańscy bernardyni:

Nie bardzo jednakże musiał się Szwed przeląc, gdyż browar klasztorny i stajnie spalił, drzewa w sadzie w pień wyciął, ziemię z niego na wał, na Garbarach sypany, brać kazał i belek na nowe wiązanie na kościele przeznaczonych, na palisady użył. W tym samym czasie wyrządzał zakonnikom jak największe przykrości; kazał umarłych Szwedów chować w ich ogrodzie, utrudniał im dowóz wszelkiej żywności i obchodził się z nimi po barbarzyńsku.  

Dla katolickich mieszkańców Poznania szwedzka okupacja była szczególnie przykra. Stacjonowanie obcych wojsk jest samo w sobie mało przyjemne, a w tym przypadku dochodził jeszcze fakt odmiennego wyznania i braku poszanowania dla religii i miejsc kultu ważnych dla katolików. Dlatego w przypadku walk ze Szwedami szczególnie często pojawiają się opowieści o ingerencji świętych. Mieszkańcy niebios, jak starożytni bogowie greccy, schodzili na ziemię i stawali się sojusznikami swych wyznawców, przeciwko najeźdźcom wyznającym innych bogów, a w tym przypadku co najmniej kwestionujących kult świętych.

Podobnie jak w Poznaniu w 1702 roku, było w 1655 roku w Częstochowie, gdzie obronę klasztoru paulinów na Jasnej Górze i odstąpienie wojsk szwedzkich od oblężenia przypisano boskiej interwencji. Zastępy niebieskie miały wspierać partyzantów hetmana Czarneckiego w walce z wojskami szwedzkimi i doprowadzić do wyparcia ich z Rzeczpospolitej. W rzeczywistości o sukcesie Jana Kazimierza i wojsk katolickich przesądziła decyzja chana tatarskiego, który poparł polskiego króla, a jego oddziały zaczęły pustoszyć kraje szwedzkich sojuszników – Rakoczego oraz Prusy. Propaganda katolicka nie mogła jednak głosić, że katolicka Polska wyznawcom Mahometa zawdzięcza ocalenie i przypisywała to niebiosom.

Podobnie było pięćdziesiąt lat później w Poznaniu. Kronikarz z klasztoru bernardynów zaczynał swą opowieść o tragicznych zdarzeniach z początku XVIII wieku od interwencji świętych opiekunów ich zakonu. Kiedy jednak kończył swą opowieść, wspomniał o tych, którym faktycznie klasztor zawdzięczał ocalenie, a byli nimi schizmatyccy Kozacy i Moskale. Żeby jakoś wybrnąć z tego dysonansu, uczynił ich narzędziami… Boskiej Opatrzności:

Tylko dzięki Boskiej Opatrzności uniknęły spalenia [kościół i klasztor], gdyż Kozacy i Moskale przyszli na pomoc z lasu położonego za szpitalem.

Tak to Boska Opatrzność sprawiła, że pierwsi odszczepieńcy od wiary rzymskokatolickiej (schizmatycy) uratowali klasztor i kościół bernardyński od zagłady w płomieniach, jakie podłożyli drudzy odszczepieńcy (protestanci). Zawiłe są ścieżki historii, religii i polityki, a czasem okazuje się, że tylko legenda potrafi pogodzić te racje.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:

  1. Kroniki Bernardynów poznańskich, Poznań 2002, s. 256.
  2. Krzysztof Kwaśniewski, Poznańskie legendy i nie tylko, Poznań 2005, s. 177-179.
  3. Józef Łukaszewicz, Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych czasach, T. 2, Poznań 1998, s. 116-117.

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska.

Komentarze

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.