Jak Władysław Warneńczyk panował w Poznaniu

Paweł Cieliczko: Legenda o tym jak król Władysław Warneńczyk panował w Poznaniu |

Przed kilkoma laty światową furorę zrobiła książka Kolumb. Historia nieznana. Portugalski historyk Manuel Rosa przekonywał w niej, że polski król Władysław III Warneńczyk nie zginął wcale w bitwie pod Warną. Cudowanie ocalały, nie chciał już panować, ale wyruszył na południe Europy i ostatecznie zamieszkał na portugalskiej Maderze. Synem zbiegłego polskiego króla miał być natomiast wielki podróżnik i odkrywca – Krzysztof Kolumb. To jego królewskie pochodzenie miało przesądzić o poparciu i pieniądzach, jakie otrzymał od katolickich królów Hiszpanii.

Po bitwie pod Warną istotnie nie odnaleziono ciała króla Władysława III, nie było więc pewności co do tego, że faktycznie zginął. Prawdopodobna wydawała się możliwość, że władca – nierozpoznany przez nikogo – trafił do tureckiej niewoli. Te wątpliwości sprawiły, że jego młodszy brat, Wielki Książę Litewski Kazimierz, zwany potem Jagiellończykiem, przez ponad dwa lata zwlekał z przybyciem z Wilna do Krakowa i objęciem zwolnionego tronu. Cały czas wierzył bowiem, że Władysław w końcu się odnajdzie i powróci. Raz po raz pojawiały się opowieści o ludziach, którzy widzieli zaginionego króla w saraceńskiej niewoli. Docierały one także do Poznania. Jedynie w  Poznaniu natomiast, opowieść o ocalałym władcy ucieleśniła się w postaci mężczyzny, który – 15 lat po tragicznej bitwie – pojawił się w poznańskim ratuszu, podając się za zaginionego króla Władysława III. Stanisław Świrko tak opisywał jego pierwsze wystąpienie przed poznańskimi patrycjuszami:

Młodzieniec opowiadał gładko, jako w czasie uderzenia na wroga wpadł do wilczego dołu, które zdradliwi Turkowie tajemnie pokopali na polu bitwy i przykryli gałęziami, jak go tam nocą po bitwie odnaleźli opryszkowie i odarłszy ze złocistej zbroi, sprzedali rannego kupcom saraceńskim, jako w niewoli tej przebywał lat piętnaście i dopiero teraz zdołał ujść, i przebrany za kupca ormiańskiego przybył do kraju.

Nikt nie miał śmiałości podważyć prawdziwości opowieści rzekomego króla, udostępniono mu więc pomieszczenia w ratuszu i goszczono po królewsku. O jego przybyciu powiadomiono zaś czym prędzej wojewodę poznańskiego Stanisława Górkę. Znał on króla gdy był młodzieńcem, ale nie miał pewności, czy jest nim mężczyzna, który pojawił się w Poznaniu. Żeby się o tym przekonać postanowił zadać przybyłemu kilka pytań związanych z prywatnym życiem rodziny królewskiej. Anna Plenzler, tak relacjonuje to przesłuchanie:

Zaczął tedy wojewoda pytania różne zadawać, królewskiego pochodzenia owego niezwykłego przybysza tyczące. Zrazu opowiadał on sprawnie i gładko, że na świat przyszedł Roku Pańskiego 1424, jako syn pierworodny Władysława i Sońki, że ojca niewiele pamięta, bo lat miał zaledwie 10, gdy go odumarł, ale matka, wielkiej urody, zawsze mu nadzwyczaj bliska była.

Tak, wielka to radość dla królewskiej pary, ale i dla wszystkich poddanych była gdyżeś przyszedł na świat – wszedł mu w słowo wojewoda. – Nawet kołyskę niezwykłą miałeś…
A jakże to – podchwycił rzekomy Władysław. – Rodzice tak się radowali z mego urodzenia, że ojciec mój, świeć panie nad jego duszą, u najznamienitszych mistrzów weneckich, z samego złota, ją zamówił – bez wahania wyjaśnił.
Hm, nie tak to było – rzekł jednak wojewoda. – Kołyskę twą widziałem, bom wówczas na dworze królewskim przebywał. Piękna ona była zaiste, ale srebrna. I nie z Wenecji przyjechała, ale w prezencie od wuja, a brata ojca twego, wielkiego księcia litewskiego Witolda, ją przywieziono. Zaiste nadziwić się jej kunsztowi i hojności księcia wielu nie mogło.
Zmieszał się na te słowa pytany, ale miną wciąż nadrabiał.
A na cóż to ojciec waszej miłości umarł? – ni stąd, ni zowąd znów spytał wojewoda.
No cóż, podeszły był już w latach był, za życia wiele wojował, rany mu się jakoweś na starość otworzyły – kończył już mniej pewnie.
Oj, słaba wasza miłość macie pamięć. Toć przecie wszyscy, co przy nim w tych ostatnich chwilach byli, wiedzą, że zaziębił się straszliwie do lasu poszedłszy, by słuchać śpiewu swego ulubionego… no, jakiegoż to ptaszka tak lubił niezmiernie?
No… tego… no… skowronka!
A cóżeś to waści za bzdury wygadujesz? – zezłościł się wojewoda. – Wszyscy co blisko, a i dalej niego byli wiedzą, że umiłowanie szczególne do słowika żywił i dla jego śpiewu wiele godzin w lesie był gotów spędzać. Na takim właśnie słuchaniu, nabawiwszy się przeziębienia, Bogu ducha oddał. A ty, jako syn królewski, takich rzeczy nie wiesz? – wojewodzie coraz trudniej złość opanować przychodziło, bo zdawał już sobie sprawę z tego, że nie z cudownie ocalonym królem ma do czynienia, a zwykłym oszustem, który dla nieznanych mu celów za monarchę uchodzić.

Fałszywy monarcha plątał się, kluczył, tłumaczył się mętnie, twierdził wreszcie, że w wyniku cięcia turecką szablą stracił pamięć co do zdarzeń, które miały miejsce przed bitwą warneńską. Wojewoda przekonawszy się, że ma przed sobą hochsztaplera, a nie władcę, chciał natychmiast skazać go na śmierć. Inni panowie wielkopolscy, zgromadzeni na tym przesłuchaniu, nie chcieli jednak postępować tak pochopnie.  Przekonali wojewodę, by z ostateczną decyzją poczekać do wizyty królowej Zofii, która lada dzień miała przybyć do Poznania na roki sądowe. Królowa nie miała najmniejszych wątpliwości, że łgarz, który przybył do Poznania, nie jest jej pierworodnym synem, zaginionym królem Władysławem III.

Oszust wprost z ratuszowej sali trafił do ratuszowej piwnicy, gdzie znajdowała się sala tortur, w której skutecznie wydobywano od przesłuchiwanych wszelkie informacje. Mężczyzna szybko ustąpił i przyznał się, że w rzeczywistości jest mieszczaninem wielkopolskim o nazwisku Rychlik. Niezwłocznie wydano na niego wyrok za oszustwo i obrazę królewskiego majestatu. Mimo że za tak ciężkie przewinienia powinna zostać orzeczona kara śmierci, poznański sąd wójtowsko-ławniczy nie zdecydował się wydać tak surowego wyroku. Rychlik skazany został na karę publicznego pohańbienia pod pręgierzem zwanym potocznie piłatem, znajdującym się przed poznańskim ratuszem. Mieszczanin zakuty został w metalową kunę przymocowaną do słupa, na głowę założono mu papierową koronę, a kat miejski dwa razy dziennie okładał go rózgami. Wersje legendy przeznaczone dla młodszych czytelników mówią, że po kilku dniach oszusta wypuszczono i wygnano z miasta.

Z historycznych przekazów natomiast wynika, że bezczelnego mieszczanina, który podszywał się pod króla, wcale nie puszczono wolno, a resztę swego życia spędził w poznańskim lochu. Tak zanotował tę historię Jerzy Samuel Bandtkie w Historyi biblioteki uniwersytetu jagiellońskiego, a za nim powtórzył ją również Józef Łukaszewicz w Obrazie historyczno-statystycznym miasta Poznania w dawniejszych czasach:

Polaczek jeden, wtedy jak Władysław pod Warną zginął, imieniem [Mikołaj] Rychlik, udawał się za króla polskiego, jakoby po upłynnieniu lat 15. zjawił i pokazał się w Poznaniu, oświadczając, że on jest królem. Ale pan wojewoda Łukasz Górka poznał wnet, że to nie król, ale łgarz i chciał go stracić. Lecz panowie starsi tego kraju nie dopuścili tego, lecz odłożyli to na roki walne królewskie. Potem nastąpił sejm, a gdy królowa stara (Zofia) zaparła się, że to jest syn, kazano mu zatem zrobić koronę papierową, stać w niej pod pręgierzem i dwa razy na dzień smagać go rózgami, a potem chowali go Polacy w więzieniu poczciwie aż do śmierci, aby nikt o nich nie mówił, że króla swego umorzyli.

Poznańscy mieszczanie potraktowali więc króla-samozwańca znacznie łagodniej, niż 150 lat później mieszkańcy Moskwy postąpili z Dymitrem Samozwańcem, który podawał się za zaginionego cara. Rosjanie zapakowali bowiem szalbierza do armaty, z której został wystrzelony na zachód, w kierunku Polski, z której przybył.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:
Ryszard Badowski, Książę Polak, „Trybuna-Magazyn” 2001/18.
Jerzy Samuel Bandtkie, Historya biblioteki uniwersytetu jagiellońskiego, Kraków 1821.
Krzysztof Kwaśniewski, Rzekomy król Władysław III w Poznaniu, [w:] Poznańskie legendy i nie tylko, Poznań 2005, s. 103-104.
Józef Łukaszewicz, Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych czasach, t. 2, Poznań 1998, s. 213.
Anna Plenzler, O mieszczaninie za króla się podającym,  [w:] Legendy Poznania, Poznań 2003.
Manuel Rosa, Kolumb. Nieznana historia, Poznań 2012.
Stanisław Świrko, Władysław Warneńczyk w Poznaniu, [w:] O założeniu Poznania i inne legendy, Poznań 2004, s. 48-50.
Grafika: Agnieszka Zaprzalska
Tekst: Paweł Cieliczko

Komentarze

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.