budynek Gminy Żydowskiej

Legenda o rabinie Naftalim Kohenie i poznańskich żakach

 

Poznański rabin Naftali Kohen był postacią tak nietuzinkową, że pamięć o nim zachowała się do naszych czasów w kilku żydowskich legendach miejskich. Mędrca tego uważano za jednego z najwybitniejszych w Europie specjalistów od kabały. Miał przy tym porywczy charakter i często korzystał ze swych nadprzyrodzonych umiejętności dla załatwiania swoich prywatnych porachunków, w sposób nielicujący z godnością jego urzędu ani przepisami żydowskiego prawa.

Świadectwem korzystania przez niego z czarnej magii miało być na przykład przyprawienie jelenich rogów proboszczowi kościoła św. Wojciecha, za to że nękał kondukty żałobne poznańskich Żydów. Bohaterowie tej legendy: rabin Naftali Kohen oraz proboszcz Turowski żyli jednak w innych stuleciach, więc nie mogła to być sprawka naszego rabina. Mroczna sława, jaka go otaczała sprawiła jednak, że poznańska legenda miejska to właśnie jemu przypisała ten spektakularny wyczyn.

W poznańskich kronikach zachowała się także inna opowieść o użyciu magicznych mocy przez rabina Naftalego Kohena. Wykorzystać je miał do ukarania – dokuczających mu – poznańskich żaków z miejscowego kolegium jezuickiego. Rzecz się miała następująco:

Pewnego razu interesy zawiodły go do Zaniemyśla. Załatwił je bardzo pomyślnie i, otoczony przyjaciółmi i uczonymi, wracał zadowolony do domu, cały czas zatopiony w pobożnych i zajmujących rozmowach. Po drodze ich wóz napotykał różnych ludzi, którzy Żydów coraz gwałtowniej lżyli i wykpiwali, aż rabin to zauważył i przerwał swoje przemowy. Oburzenie i uraza zamknęły mu usta.

Byłby pewnie w milczeniu dotarł do miasta, gdyby tuż przed Poznaniem nie napotkali na drodze poznańskich żaków z Kolegium Jezuickiego. Ci chłopcy ze szlacheckich rodów szczególnie lubili poużywać sobie na żydowskich współmieszkańcach, którzy zresztą –żeby uniknąć prześladowań – wykupywali się u poznańskich studentów regularnie składanym okupem w postaci beczki piwa. Mimo to miejskie kroniki i tak pełne są opisów ekscesów dokonywanych przez wychowanków kolegium, których ofiarami padali starozakonni. Podobnie było i tym razem. Rabin i jadący z nim Żydzi usłyszeli dzikie wrzaski, a potem spadł na nich grad kamieni.

Zabłysły wtedy oczy Naftalego. Wychylił się z wozu, zwrócił się w kierunku awanturników, wyszeptał kilka kabalistycznych formułek, wypowiadając przy tym święte, tajemne imiona Boga, i o dziwo! Kamienie przylgnęły mocno do dłoni żaków, ich ręce zastygły podniesione do rzutu i nie mogli nimi poruszać. Z początku jezuickich żaków ogarnęło nieme przerażenie, a potem podążyli za podróżnymi biadając i błagając o pomoc. Naftali zadowolił się udzieleniem im ostrego upomnienia i wyzwolił ich spod karzącej klątwy. Od tego czasu żacy już nigdy nie dokuczali Naftalemu.  


Zagłosujna nasz projekt w PBO17! 

Wejdź na https://pbo2017.um.poznan.pl/i/pbo-2017/voting 

Kliknij STARE MIASTO

wybierz jeden projekt z tego rejonu, czyli:

POZNAŃSKIE LEGENDY – SZLAK KULTUROWY ( numer IX.3)

uzupełnij dane i spraw, by wszyscy poznali poznańskie legendy 🙂 


Działania jakie podjął poznański rabin okazały się niezwykle skuteczne. Były jednak absolutnie nielegalne. Żadnemu Żydowi nie wolno bowiem wymówić imienia Boga, poznański rabin zaś to uczynił i to jeszcze w geście prywatnej zemsty, musiał więc ponieść konsekwencje swojego wykroczenia przeciwko rygorom Starego Testamentu. Kronikarz zanotował:

[…] niespokojnym stał się odtąd jego los. Niezgoda i waśnie wypędziły go z Poznania. Został rabinem we Frankfurcie nad Menem.

Tak naprawdę nie jest całkiem jasne, co doprowadziło do tego, że rabin Naftali Kohen opuścił Poznań. Przyczyną nie musiał być wcale jego trudny charakter ani związane z tym kłótnie, lecz – napływające z bogatych gmin żydowskich w Niemczech – propozycje objęcia urzędu rabinackiego. Waśnie mogły zaś wynikać z faktu, że miejscowi Żydzi pragnęli by rabin pozostał w Poznaniu, ale nie chcieli zapłacić mu wyższej pensji. Ostatecznie Kohen przyjął ofertę gminy z Frankfurtu nad Menem.

Jego kariera w tym mieście zakończyła się jednak dość szybko, a stało się tak w związku z wielkim pożarem, jaki wybuchł we Frankfurcie. Poznański kronikarz tak relacjonuje okoliczności związane z tym tragicznym wydarzeniem:

Gdy spłonęło tam jego mieszkanie, został osadzony w więzieniu z powodu domniemanego podpalenia, ale zaraz potem zwolniony. Podczas wybuchu pożaru w ferworze, Naftali zamiast przywołać ducha gaszącego pożar, przywołał takiego, który ogień wznieca.

Frankfurckie księgi miejskie potwierdzają, że w 1711 r. w dzielnicy żydowskiej rzeczywiście wybuchł wielki pożar. Pożoga pochłonęła dom i majątek Naftalego Kohena. Rabin nie został jednak oskarżony o omyłkowe przywołanie ducha ognia i wzniecenie pożaru czy rozprzestrzenienie pożaru. Zarzuty jakie mu postawiono nie dotyczyły nieskutecznego stosowania magii, ale raczej niewywiązania się z obowiązków… „ubezpieczeniowych”. Naftali Kohen czerpał bowiem poważne dochody z wypisywania kabalistycznych amuletów, które miały gwarantować użytkownikom bezpieczeństwo i chronić ich przed… pożarem. W związku z tym, że sprzedawane przez niego „polisy ubezpieczające od ognia” nie zadziałały, oskarżony został o oszustwo i osadzony w więzieniu, które opuścił dopiero wówczas, gdy zrzekł się stanowiska rabina Frankfurtu nad Menem. Wspomnieć w tym miejscu warto, że produkowaniem amuletów chroniących przed ogniem Naftali Kohen zajmował się już podczas swojego urzędowania w Poznaniu. Zapamiętane to zostało w legendzie o jeleniej głowie, która przez całe dziesięciolecia wisiała podobno w starej, poznańskiej synagodze albo też siedzibie gminy żydowskiej. W tejże jeleniej głowie nasz rabin umieścił podobno karteczkę z kabalistycznym napisem chroniącym przed ogniem. Okazała się ona zresztą bardzo skuteczna, bo przez dwa stulecia bóżnica uniknęła pożaru, a nawet wielki pożar z 1805 r., który strawił praktycznie całą dzielnicę żydowską zatrzymał się na murze przed budynkiem poznańskiej gminy.

Opuściwszy Frankfurt nad Menem, rabin Naftali Kohen przeniósł się do czeskiej Pragi. Liczył być może, że powtórzy tam sukcesy swego prapradziadka – wielkiego rabina Poznania oraz Pragi, twórcy Golema – rabina MaHaRaLa. W stolicy Czech jednak też mu się nie powiodło i w 1714 r. zmuszony był powrócić do rodzinnego Ostrowa. Wytrzymał tam zaledwie rok, po czym udał się na drezdeński dwór Augusta II Wettina. Pięć lat później napotykamy jeszcze informację, że wyruszył w podróż do Ziemi Świętej, nie zobaczył jednak Jerozolimy, bo zmarł w drodze, docierając jedynie do Konstantynopola.

Paweł Cieliczko

Bibliografia:

  1. Dr Bloch, O NaftalimKohenie [w:] Poznańscy Żydzi, Kronika Miasta Poznania, 3/ 2006, s. 110-111.
  2. Dariusz Czwojdrak, Wielkopolscy rabini, „Miasteczko Poznań”, 2004, nr 2, s. 12-17
  3. Krzysztof Kwaśniewski, Poznański rabin NaftaliKohen [w:] Poznańskie legendy i nie tylko, Poznań 2004, s. 189-190.
  4. Lech Muszyński, Bronek Bergman, Sylwetki poznańskich rabinów, „Kronika Miasta Pozannia”, 3/2006, s. 23.
  5. Rafał Witkowski, Kalendarium dziejów poznańskiej gminy żydowskiej, „Kronika Miasta Poznania”, 1/2009, s. 295.
  6. Rafał Witkowski, Żydzi w Poznaniu. Krótki przewodnik po historii i zabytkach, Poznań 2012, s. 35.

Grafika:

  1. Agnieszka Zaprzalska

 

Komentarze

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.