Legendy warte Poznania

Paweł Cieliczko: Legendy warte Poznania |


Dobre samo się pochwali – z takiego założenia wychodzili pragmatyczni mieszkańcy Poznania, którzy krzątali się zawsze wokół swoich codziennych spraw, dbali o swoje rodziny i domostwa, a nigdy nie przywiązywali nadmiernej wagi do autopromocji swojego regionu ani tym bardziej do upowszechniania legendarnych opowieści, jakie przez stulecia ukształtowały oryginalny charakter Wielkopolan. Mieszkańcy innych regionów: Mazowsza, Galicji czy nawet Wileńszczyzny – nawet gdy mieli znacznie mniej osiągnięć – to do perfekcji opanowali sztukę opowiadania o swojej niezwykłości. I tak krakowskie, warszawskie czy litewskie podania, ballady i romanse zyskały status ogólnopolskich, a poznańskie popadły w zupełne zapomnienie.

Znamienne jest, że niezwykłość poznańskich opowieści dostrzec i docenić potrafili ludzie wyrośli w innych, wydawałoby się znacznie bogatszych, tradycjach literackich. Poznaniem zachwycony był wytrawny przedwojenny publicysta Adolf Nowaczyński, który urodził się pod Wawelem, a potem przez dekady funkcjonował między Krakowem a Warszawą. Kiedy jednak poznał Poznań i poznaniaków (zarówno mu współczesnych, jak i tych z kart starych kronik), to nie chciał już mieszkać nigdzie indziej. Wyrazem jego wielkiej fascynacji naszym miastem były dwie książki Warta nad Wartą (1937) oraz Poznaj Poznań (1939), w których zebrał dziesiątki niezwykłych opowieści o naszym mieście i naszych antenatach.

Drugim człowiekiem, o którym nie mógłbym nie wspomnieć, pisząc o kustoszach poznańskiej pamięci, jest Stanisław Wasylewski, który dla Poznania porzucił Lwów i karierę pod kopułą Ossolineum. U poznańskiego wydawcy Rudolfa Wegnera (także pochodzącego ze Lwowa) redagował serię Cuda Polski, Bibliotekę Noblistów, a poznaniakom podarował Szkice i wspomnienia znad Warty (1973). Żadnemu miłośnikowi literatury historycznej nie trzeba też przypominać Hanny Malewskiej, która swoje dwie najwybitniejsze i najpopularniejsze książki: Listy staropolskie z epoki Wazów (1959) oraz Panów Leszczyńskich(1961) przygotowała na wygnaniu w Poznaniu, kiedy to, po zamknięciu przez komunistyczne władze krakowskiego miesięcznika Znak, który redagowała, zatrudniona została jako archiwistka w Bibliotece Kórnickiej gdzie porządkowała i poznawała nasze archiwalia.

O tych wszystkich ludziach piszę gwoli usprawiedliwienia swojej bezczelności, która pozwoliła mi się podjąć próby napisania bloga o poznańskich legendach które są warte poznania. Nie urodziłem się  bowiem w Poznaniu, pochodzę z Dolnego Śląska, ale poznaniakiem jestem z wyboru i podobnie jak wcześniej Hannę Malewską, Adolfa Nowaczyńskiego czy Stanisława Wasylewskiego, zachwycają mnie poznańskie opowieści, legendy pochodzące zarówno z tej bardziej, jak i mniej odległej przeszłości. Podobnie jak wspomniani wcześniej Poznaniacy z wyboru, tak i ja chciałbym przypominać je mieszkańcom naszego miasta oraz wszystkim, którzy zechcą o nich przeczytać.

Poznań bowiem to nie tylko mury, place, parki i ulice, ale także dusza miasta, a duszy miasta nie można zrozumieć, nie poznając opowieści, z których została ona stworzona. Poznań znowu – jak w swoich najlepszych czasach – jest miastem otwartym (takim sloganem zamierza je zresztą promować nowy prezydent), tysiące studentów z Polski, Europy, a nawet z innych kontynentów studiują na naszych uczelniach. Młodzi ludzie przybywają nad Wartę, chcą tu mieszkać, chcą tu pracować, chcą tu żyć. Chciałbym, żeby także oni dowiedzieli się, dlaczego Poznań jest właśnie taki, co go ukształtowało, na czym zbudowany został poznański charakter i wielkopolska duma. Żeby jeszcze bardziej kochać Poznań, należy lepiej poznać opowieści, na których został ufundowany.

Poznańska kultura zawsze miała się znacznie lepiej, niżby to wynikało z jej publicznego obrazu. Zdolności poznańskich poetów z grupy Wierzbak porównywane były do  talentu Skamandrytów, jednak nie zdobyli oni nawet odrobiny sławy i popularności swoich starszych, warszawskich kolegów. Jeden z nich, Ryszard Danecki, w cyklu felietonów Potrzeba trębaczy publikowanych na łamach Tygodnika Zachodniego, pisał o tym, iż poznańska kultura ma się całkiem nieźle, tylko brakuje jej heroldów, którzy rozsławialiby ją po kraju i po świecie. Wskazywał na legendy jako teksty kultury, które odgrywają bardzo istotną rolę w budowaniu nimbu miasta kulturalnego i ubolewał, że liryczne opowieści nie cieszą się wielkim uznaniem mieszkańców Poznania, którzy przedkładają przyziemny pragmatyzm ponad poetyckie uniesienia:

 

O miasto bez lirycznych legend,

rozdzierających serce podań:

notują księgi twe starannie

tylko, co jadł papieski legat –

miasto słynne z dobrych gospodyń,

nieznoszące pięknych kochanek!

 

Magię poezji czynić mam ja

próżno tu – wzorem antenata?

imiennik Berwiński się miotał

i nie spadła, poezji manna:

nie lira – cóż poradzę na to –

tu najważniejsza zawsze miotła!

 

Mój ziomku nie lubiący legend,

poetyckich, przedziwnych doznań,

gdy nie myśl o zysku pierś ściska:

choć raz w miesiąc, nim w łóżku legniesz,

wyjdź na spacer nocny Poznań –

wróć do marzeń swego dzieciństwa!

 

Pół wieku później, na początku XXI stulecia, poznańska redakcjaGazety Wyborczej otworzyła dyskusję pod  tytułem Przystanek Poznań, w której zastanawiano się nad powodami opuszczania naszego miasta przez ludzi kultury i sztuki. Ważny głos zabrał w niej profesor Waldemar Łazuga, który stwierdził, że istotnym powodem exodusu artystów znad Warty jest fakt, że w Poznaniu nie udaje się stworzyć miastotwórczych legend, a legendy właśnie są podglebiem dla poezji, sztuki i artystycznego klimatu miasta, czynią go wyjątkowym, interesującym i odmiennym od innych.

Chciałbym, żeby ten blog stał się repozytorium pamięci o poznańskich legendach, tak tych najdawniejszych, jak i tych całkiem niedawnych; zarówno tych, które trafiły już do zbiorów klech domowych, jak i tych, które odnaleźć można na kartach książek historycznych; a nawet tych, które jeszcze niedawno poznawaliśmy z łamów gazet i czasopism, a które dziś zasługują już na określanie mianem legend miejskich.

I to wszystko co chciałem napisać gwoli wstępu i przybliżenia moich zamierzeń i motywacji. Następny post, będzie już opowiadał o pierwszej poznańskiej legendzie.

 

Paweł Cieliczko

Komentarze

komentarz

Opublikowano

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.