Legenda o założeniu Poznania

Paweł Cieliczko: Legenda o założeniu Poznania |


Podobno jeszcze za panowania króla Stanisława Augusta Poniatowskiego, na szczycie wieży poznańskiego ratusza, tam gdzie dziś znajduje się blaszany orzeł, umieszczone były podobizny trzech braci: Lecha, Czecha i Rusa. Dzisiaj o legendarnych założycielach miasta przypomina rzeźba przedstawiająca trzy głowy nakryte wspólnym kapeluszem, która znajduje się na południowej sterczynie ratuszowej attyki.

Zdarzenia zapamiętane w legendzie wydarzyć się miały przed wieloma wiekami, kiedy plemiona słowiańskie zamieszkiwały rozległe tereny bezkresnych stepów wschodniej Europy. Legenda opowiada o trzech braciach: Lechu, Czechu i Rusie, którzy razem się wychowywali, bardzo się kochali, pomagali sobie, a wyrośli na dzielnych i dumnych wodzów. Nie chcieli jednak toczyć ze sobą walk o objęcie dziedzictwa i władzy po ojcu, a żeby uniknąć bratobójczych wojen, postanowili, że każdy z nich weźmie drużynę swoich wojowników i wyruszy na jej czele w świat, żeby znaleźć sobie nową ziemię i stworzyć nowy kraj.

Rus jako pierwszy odłączył się od braci i postanowił zbudować swoje państwo na urodzajnych ziemiach nad Dnieprem. Czech ruszył na południe, a gdy dotarł do Wełtawy, tam właśnie postanowił założyć swoje państwo. Lech natomiast szedł na zachód, aż pewnego dnia rozbił obóz na dużej polanie z wielkim dębem na środku, pod którego rozłożystymi gałęziami się schronili. Rankiem zorientowali się, że wśród rozłożystych konarów znajduje się gniazdo białego orła. Lech uznał to za znak od bogów i w tym miejscu postanowił założyć swą stolicę. Białego orła uczynił godłem państwa. herbem państwa, a pierwszą stolicę – na pamiątkę orlego gniazda – nazwał Gnieznem.

Przez dziesiątki lat każdy z braci pracował, walczył, polował i umacniał swoje władztwo, zapewniając bezpieczeństwo i dostatek poddanym. Bracia pamiętali jednak zawsze o sobie, wspominali chwile, które przeżyli wspólnie i tęsknili za sobą. W końcu tęsknota była tak dojmująca, że każdy z nich postanowił wyruszyć w kierunku, gdzie spodziewał się spotkać pozostałych braci.  Rus wyruszył ku zachodowi, bo tam podążyli jego bracia, gdy ich ostatni raz widział; Czech udał się na północ, ku której przed laty podążył Lech; natomiast Lech pojechał na południe, gdzie ostatni raz widział Czecha.

Przyznać musimy uczciwie, że nasz protoplasta Lech wyruszył ku braciom jako ostatni. Legenda mówi o tym, że strudzeni wędrowcy po przejściu przez bagna, mokradła i wijącą się rzekę byli już tak zmęczeni, że postanowili odpocząć na rzecznej wyspie znajdującej się w rozwidleniu Warty i Cybiny, a więc bardzo blisko stołecznego Gniezna. Na niej właśnie trafili na siebie i spotkali się całkiem przypadkowo i nie rozpoznali siebie. Siedząc przy ognisku zaczęli opowiadać o sobie, o tym dokąd zmierzają i w jakim celu, każdy z nich mówił o tęsknocie za braćmi, z którymi rozstał się przed dziesiątkami lat. I tak słuchając własnych słów, zaczęli się rozpoznawać. Pomimo upływu lat i wielu zmarszczek, odnaleźli pod skórą rysy swych młodzieńczych twarzy. Ucieszyli się bardzo ze spotkania, tak oczekiwanego, a zarazem tak nieoczekiwanego.

Inna wersja legendy, której daję zresztą większą wiarę, opowiada, że to Rus i Czech zatęsknili za spotkaniem i ruszyli w kierunku, w którym spodziewali się spotkać Lecha. Jako władcy potężnych państw, nie jechali zaś sami, tylko w otoczeniu zbrojnych drużyn. Spotkać się zaś mieli na otoczonej mokradłami wyspie między Wartą i Cybiną, gdzie Lech ze swoją drużyną organizował właśnie wielkie łowy. Wojownicy Lecha dostrzegli obce hufce i zamierzali zaatakować zbrojne hufce, które nieoczekiwanie pojawiły się na ziemi należącej do ich pana. Już szykowali się do ataku, już mieli wypuszczać pierwsze strzały z napiętych łuków, już chrzęściły miecze szykowane do walki wręcz, gdy nagle twarze wodzów się zmieniły. Opadło z nich wojenne zacietrzewienie, pojawił się błogi uśmiech i ulga. Powstrzymali swoich wojowników przed niepotrzebną walką bo rozpoznali siebie nawzajem i nie chcieli walczyć ze sobą.

Lech, na którego terenie doszło do tego spotkania, zaprosił braci i ich rycerzy na wielką ucztę. Nie do końca wiadomo, gdzie się ona odbyła. Jedna z wersji legendy mówi bowiem, że na wyspie rozpalili ogniska i ucztowali, bawili się i cieszyli ze spotkania.  Inna wersja legendy opowiada, że ruszyli wspólnie na północ, zaś poddani Lecha z pobliskiej wsi przygotowali dla nich wielkie przyjęcie. Na pamiątkę tej uroczystej biesiady, miejscowość, w której się ona odbyła, zyskała podobno nazwę Pobiedziska. Jeszcze inna wersja legendy mówi, że bracia, jadąc przez kraj Lecha, ujrzeli pole czerwonych maków, ponad którymi leciał biały orzeł i wówczas dopiero Lech miał dokonać ustalenia polskich barw narodowych oraz godła. (Czytając to wszystko nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że miłośnicy podpoznańskiego Czerwonaka nie ogłaszają jeszcze, że nazwa ich miejscowości pochodzi od tych pól pełnych czerwonych maków.)

Niezależnie od tego, w jakich okolicznościach Lech, Czech i Rus się spotkali, przyszedł czas rozstania. Bracia spędzili ze sobą wiele dni, wspominali młodzieńcze lata, opowiadali o tym, co przytrafiło im się po rozstaniu, dzielili się doświadczeniami, jakie zdobyli rządząc swoimi państwami. Wreszcie jednak musieli się ponownie, tym razem ostatecznie, rozstać. Czech podążył na południe, gdzie znajdowało się jego państwo, a Rus ruszył ku swoim wschodnim dziedzinom; natomiast Lech odprowadził ich aż do wyspy ukrytej w widłach Warty i Cybiny, gdzie przypadkiem na siebie natrafili i tak szczęśliwie się rozpoznali. Lech postanowił, że upamiętni miejsce niezwykłego spotkania braci i tam, gdzie do niego doszło, ufunduje wspaniałe miasto. Na pamiątkę tego, że tam właśnie doszło do ponownego poznania się braci, postanowił nazwać je Poznaniem.

Miasto Poznań założone zostało pierwotnie właśnie na rzecznej wyspie pomiędzy Wartą a Cybiną. Dobry Duch tego miejsca (genius loci) okazał się tak potężny, że lokacja ta udała się doskonale i nie minęło wiele czasu, a Poznań wyrósł na największe miasto w państwie Lechitów, by po kolejnych latach stać się nawet stolicą Królestwa Polskiego.

 

Paweł Cieliczko

Komentarze

komentarz

Opublikowano

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.