Legenda o poznańskim złotym pociągu

Paweł Cieliczko: Legenda o złotym pociągu |

Starzy poznaniacy opowiadali, że gdy Wielka Wojna – którą my nazywamy pierwszą wojną światową – dobiegała końca,  dla wszystkich stawało się jasne, że Niemcy jej nie wygrają i mogą utracić prowincję poznańską. Niemcy i Żydzi mieszkający wówczas w Poznaniu obawiali się rozruchów i tego, że polscy mieszkańcy pozbawią ich majątków, które zgromadzili przez ostatnie stulecie. Dlatego postanowili ukryć swoje kosztowności w bezpiecznym miejscu, a potem wywieźć z Poznania. Miejscem ukrycia ich majątków stały się podziemia Królewskiego Urzędu Celnego.

Królewski Urząd Celny mieścił się przy Ziegienstrasse, czyli średniowiecznej ul. Koziej, w niepozornym budynku rozpiętym pomiędzy ul. Szkolną i ul. Wrocławską, składającym się z parteru, dwóch pięter, poddasza i… piwnic. Władze pruskie – mimo możliwości przeniesienia w bardziej godne miejsce – nie były tym jednak zainteresowane. Gdy patrzymy na wąskie uliczki poznańskiego Starego Miasta, zdumiewa nas utrzymywanie urzędu kontroli celnej w miejscu, do którego tak trudno było dojechać. Kamienica miała jednak inną zaletę – własną bocznicę kolejową.

Każdy, kto zna układ wąskich, staromiejskich uliczek widzi, że niewykonalne jest tam zmieszczenie tramwaju, a co dopiero torów kolejowych. Linia wąskotorówki prowadziła jednak faktycznie z poznańskiego dworca głównego prosto do urzędu celnego, a nikt z mieszkańców jej nie widział, bo przez Stare Miasto tory poprowadzone zostały… średniowiecznymi piwnicami. Osoby, które zwiedzały budynek dawnego urzędu celnego i zeszły do jego piwnic, stawały zaszokowane widokiem wiekowych, stalowych torów biegnących przez kamieniczną piwnicę i znikających nagle w jej murach, jak na magicznym peronie 9¾  opisywanym w książkach o Harrym Potterze.

Całe Święta Bożego Narodzenia w 1918 roku Niemcy i Żydzi znosili do urzędu celnego swoje najcenniejsze przedmioty, które pakowane tam były w specjalnie zabezpieczone i zapieczętowane skrzynie. Wywiezione miały zostać z Poznania w trakcie sylwestrowej nocy, gdy mieszkańcy miasta upojeni będą świętowaniem nadejścia Nowego Roku. Niemcy liczyli, że wśród fajerwerków oraz radosnych zabaw Polacy nie zauważą i nie usłyszą złotego pociągu, który podziemnymi korytarzami przemknie na dworzec, a tam jego ładunek zostanie przeładowany do pociągu pancernego, a nim wywieziony zostanie na zachód.

Misterny plan pokrzyżowało przybycie do Poznania Ignacego Jana Paderewskiego. Jego przemówienie zapaliło tlący się lont i już 27 grudnia 1918 roku – cztery dni przed Sylwestrem i planowanym wyjazdem poznańskiego złotego pociągu – wybuchło Powstanie Wielkopolskie. Kontrolę nad wszystkimi kluczowymi punktami w mieście przejęła polska straż obywatelska. Nie było szans na przeszmuglowanie składu z kosztownościami. Zapieczętowane skrzynie pozostały w Poznaniu, a żeby ukryć je przed Polakami, zamurowano je w katakumbach pod piwnicami Królewskiego Urzędu Celnego, gdzie podobno spoczywają spokojnie do dziś.

Ta legenda miejska przypomniała mi się, gdy dowiedziałem się, że w grudniu 2015 roku Miasto Poznań wystawiło na licytację zrujnowaną kamienicę znajdującą się pomiędzy ul. Szkolną i ul. Wrocławską, fasadą zwróconą ku ul. Koziej, w której przed stuleciem mieścić się miał Królewski Urząd Celny. Rzeczoznawca wycenił ją na 5,5 miliona złotych, a zwycięzca licytował aż do 13,5 miliona złotych. Skarbów, o których opowiada ta miejska legenda, pewnie nowy właściciel tam nie odnajdzie, ale miło by było, gdyby udało mu się zachować stare kolejowe tory, które od ponad 100 lat przebiegają przez piwnicę tego budynku i dały pretekst do powstania tej legendy miejskiej.

 

Paweł Cieliczko

Komentarze

komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

WordPress spam zablokowany CleanTalk.